MENU
Film / Poradnik

Własne filmiki: podstawy. Poradnik

Nie jestem ekspertem w filmowaniu w podróży, ale co nieco już wiem – i to całkiem sporo jak się okazuje. Chętnie tą wiedzą się podzielę. Korzystajcie!

Filmy z podróży ostatnio stały się świetną formą pamiątki. Nic tak fajnie nie przywołuje wspominków i historyjek jak kilkominutowy ruszający się obraz z dźwiękiem w tle. Zdecydowanie bliższa jest mi fotografia, ale w podróży staram się również mieć swoją filmową pamiątkę.

Oto kilka rad odnośnie podstaw filmowania – tak naprawdę nie tylko w drodze.

Zaznaczyć chcę, że jest to poradnik subiektywny, stworzony właściwie przez samouka w tym temacie. To jest wiedza zbierana z tak przeróżnych źródeł, z doświadczenia, własnych błędów i potknięć – przez przeogromny kawał czasu. Gdyby mi to ktoś tak wyłożył kiedyś – to oszczędziłoby mi to wiele czasu i nerwów.

1. ODPOWIEDNIE USTAWIENIA

Dobranie odpowiednich ustawień przed rozpoczęciem filmowania to tak naprawdę połowa sukcesu jakości filmu. Najlepiej zacząć od zastanowienia się czy kręcimy filmik dla siebie czy staramy się stworzyć kolejną, choć niskobudżetową część Hobbita. Z tym pierwszym mogę doradzić, co i jak.

KLATKARZ I ROZDZIELCZOŚĆ

Może to są nudne dane, ale zrozumienie ich – co oznaczają i dlaczego tak – ma kluczowe znaczenie dla jakości materiału jaki otrzymamy. Nic tak nie potrafi zepsuć humoru jak piękne ujęcia skręcone na złych ustawieniach. Rozdzielczość i klatkarz to podstawa podstaw dla filmu. Odpowiednio dobrane ustawienia w tym momencie, mają również olbrzymie znaczenie w momencie eksportu filmu.

Ja filmuję głównie na 1080p 25 fps. A gdy chcę mieć efekt spowolnienia: 720p 50 fps.

Oczywiście jakbym mogła filmować na 1080p 50 fps to bym to zrobiła, jednak Canon jest tutaj prawdziwą sierotą, a jego konkurencja dużo lepiej radzi sobie w tym temacie. A że kocham ten system, pozostaje mi cierpieć.

Obecnie możliwość kręcenia full HD z 50 fps, a nawet 60 fps to praktycznie standard w lustrzankach i bezlusterkowcach. Wszystkie względnie nowe modele Nikona, Sony, Olympusa czy nawet Panasonica oferują opcję filmowania full HD z klatkarzem 50-60 fps. Tylko Canon – lama – nie. Chyba, że już zaczął a ja nie jestem na bieżąco? Nawet jeśli – to są daleko w tyle.

ITERLACED A PROGRESSIVE? Z PRZEPLOTEM CZY BEZ?

Jaka jest różnica między 1080i a 1080p ? Otóż literka i oznacza interlaced, czyli przeplot. Jest to forma kompresji materiału, jednak bardzo, ale to bardzo nie polecam jej używać. Szczególnie, gdy chcecie mieć jak najlepszej jakości materiał wyjściowy. Literka p to progressive – bez przeplotu. Taki właśnie chcemy.

W Canonach jest to w ogóle jakoś dziwnie oznaczone – jako ALL-I i IPB. IPB to odpowiednik interlaced, ALL-I – analogicznie – odpowiednik filmu bez przeplotu.

ILE FPS?

Przede wszystkim – co to fps? Frame Per Second. Czyli ilość klatek wyświetlanych w przeciągu sekundy. Wpływa to na płynność ruchu. Ale spokojnie, już przy 12-15 fps “skoczność” obrazu zaczyna się zacierać dla oka. W kinie puszczają Wam obraz z prędkością 24 klatek na sekundę. U Was to też będzie cacy prędkość.

Obecnie dostępne jest wiele opcji, najpopularniejsze to: 23,976, 24, 25, 30, 50, 60 fps. Zatem – kiedy i jakie?

23,976, 24 i 25 fps to najbardziej popularne klatkarze. Jeśli nie zamierzacie robić cudów niewidów z filmiku, który nagrywacie, to właśnie takie klatkarze polecam najmocniej. 30 fps przydaje się do scen, gdzie jest naprawdę dużo szybkiego ruchu, albo gdy chcemy osiągnąć bardzo minimalne spowolnienie. 50 i 60 klatek na sekundę idealnie nadaje się na większe spowolnienia ruchu.

Jak spowolnić ruch? W Adobe Premiere: po zaimportowaniu pliku do biblioteki projektu, klikamy prawym przyciskiem myszy na plik, który chcemy spowolnić, wybieramy Modify > Interpret Footage i w okienku Frame Rate zaznaczamy Assume this frame rate, a w okienko wpisujemy klatkarz spójny z naszym sequence. Do spowolnień nieprzemyślanych – czyli takich, gdzie nie wiedzieliśmy, że chcemy spowolnić tę scenę i nagraliśmy ją, załóżmy na 24 fps – polecam zapoznanie się z pluginem o nazwie Twixtor. Ma on niestety swoje wady – dorabia on klatki pomiędzy klatkami i niestety czasem widać błędy.

Nie polecam eksportować pliku nagranego na 24 fps w 30 fps. Itp. Ogólnie trzymajcie się ustawień projektu, miejcie w tym spójność. Przemyślcie dlaczego dany klatkarz jest wam potrzebny.

FULL HD, MAŁE HD, 4K I WSZYSTKO INNE

4K to trochę “nowość” – ogólnie, jeśli nie macie jakiś potężnych dysków, masy RAMu, silnego procesora i szczególnego zastosowania dla tych 4Kfull HD wystarczy Wam w zupełności. Full HD to nic innego jak obraz nagrany w rozdzielczości 1920×1080 – skrót do tego to 1080p lub 1080i – w zależności od kompresji materiału (z przeplotem czy bez). Małe HD – analogicznie – 1280×720 – ze skrótami 720p lub 720i. Obie te rozdzielczości mają proporcje obrazu 16:9.

Innych rozdzielczości już raczej się nie stosuje – lub stosuje się rzadko (mówię głównie o internecie i własnych, prywatnych nośnikach). Na pewno natknęliście się czasem na coś takiego jak VGA (640×480), PAL (768×576) czy NTSC (720×480). PAL i NTSC to rozdzielczości stosowane w telewizji analogowej, ale tu nawet pixel nie był kwadratowy ;-)) Standard Akademii Filmowej to 2048×1536, dla DVD za to 720×576 i 720×480. Formatów jest cała masa, dla ciekawskich: wiedzę można teraz łatwo poszerzyć dzięki wujkowi Google.

Poza rozdzielczością ważne są też PROPORCJE. Anamorfotyczny standard kinowy to proporcje 2,39:1. High-Definition ma zaś wspomniane wcześnie proporcje 16:9. Ale istnieją również proporcje typu 4:3 czy 3:2.

CZAS NAŚWIETLANIA, CZYLI PRĘDKOŚĆ MIGAWKI

Powiem to tylko raz. Zapamiętajcie. To jest bardzo ważne, a tak bardzo często pomijane. Jeśli kręcicie z prędkością 24 lub 25 klatek na sekundę, to ZAWSZE – naprawdę ZAWSZE – czas naświetlania jednej klatki filmu powinien być ustawiony na 1/50 s. NIE MNIEJ NIE WIĘCEJ. TYLE. Jest to idealny czas pod taki klatkarz. To najlepszy czas by pięknie i płynnie odwzorować ruch, jest najbliższy dla normalnego widzenia oka. Kręciliście kiedyś z szybszym czasem migawki i zastanawialiście się czemu ruch jest taki wyostrzony i nienaturalny? To jest odpowiedź. Inne zalety kręcenia na czasie 1/50 s to brak smug spowodowanych światłem jarzeniowym, brak migotania ekranów itd. Bardzo polecam zaznajomić się z TYM tekstem i filmikami od VIMEO FILM SCHOOL. Kilka przykładów.

Nawet Tunio nie lubi kręcenia na źle dobranej migawce.

ZAWSZE 1/50 s !!!

No dobra, nie takie zawsze, są małe odstępstwa od tej sytuacji. Przy bardzo spokojnych scenach, gdzie mam mało światła – daję niższą wartość, przy dużej ilości ruchu – odrobinę podciągam. Są to jednak nieznaczne różnice i mam jakiś konkretny cel w zastosowaniu innych ustawień.

Przy klatkarzu powyżej 25 fps – dla 30 fps polecam wartość 1/60 s lub 1/80 s, zaś dla 50 fps lub 60 fps – 1/100 s. Dzięki temu tutaj światło jarzeniowe też nam będzie niestraszne, jednak ze zwiększeniem prędkości migawki już otrzymamy smużenie jarzeniówki.

Wiadomo – każdą zasadę można złamać. Jednak czym innym jest łamanie zasady, gdy zna się podstawy, a zasadę łamiemy, bo sprawnie posługujemy się danym narzędziem. A czym innym jest łamanie zasad, o których nawet się nie wie, że istnieją.

Skoro czas naświetlania musi być 1/50 s to co uczynić z prześwietlonym obrazem?

PRZYSŁONA

Tu działa wszystko dokładnie tak samo jak przy zdjęciach. Przysłonę ustawiacie tak jak chcecie i jak potrzebujecie. Tutaj już nie ma czegoś takiego jak “poprawne” ustawienia. Wiadomo – im niższa wartość tym mniejsza głębia ostrości i bardziej plastyczny obraz.

Ja w filmowaniu poruszam się głównie pomiędzy wartościami od f/1.4 (gdy filmuję w ciemnicy) do około f/7.1 (gdy chcę otrzymać dużą głębie). Średnio jest to dla mnie około f/2.8-4.

ISO

Cóż. Jest to właściwość materiału światłoczułego – obecnie matrycy cyfrowej – i odpowiedzialna jest za prędkość czułości na światło (czy matryca będzie szybko reagować na światło, czy nie).

Niskie czułości – 50, 100, 200 – charakteryzują się niską ziarnistością, ale i mniejszym czasem reakcji (w efekcie otrzymujemy ciemniejszy obraz, ale z większą ilością tonów, większym nasyceniem koloru). Czułości 400, 640, 800 – to czułości wysokie, i analogicznie – charakteryzują się większą ziarnistością, ale szybszym czasem reakcji (w efekcie otrzymujemy jaśniejszy obraz, ale z mniejszą ilością tonów i mniejszym nasyceniem koloru).  Czułości powyżej 800 – dla mnie – dają tak brzydki obraz, z olbrzymią ilością brzydkiego ziarna i z tak mdłym kolorem, że chce mi się wymiotować. Naprawdę staram się takich czułości nie używać, a nawet jeśli – 1600 to dla mnie absolutne maksimum. Potem jest już tylko kaszka manna w kolorach RGB.

NIC NIE ZASTĄPI PRAWDZIWEGO ŚWIATŁA!

Żadne iso milion.

Wracając: jak pozbyć się światła, gdy wartość przysłony jest niska, ISO już nastawione na 100, a migawka ma wartość 1/50 s i ciągle jest jasno? Co robić? FILTRY!

SZARE FILTRY

Szare filtry są odpowiedzią, złotą odpowiedzią, Waszym El Dorado. Jest coś takiego jak szary filtr regulowany – ma on swoje wady i zalety (niedługo zrobię dla Was recenzję różnych szarych filtrów o zmiennej wartości) – nie mniej jednak, coś takiego jest zbawienne, gdy nie lubimy mieć ze sobą tysiąca filtrów i wolimy wziąć jeden. Posiadanie też dużej ilości filtrów wiąże się z kosztami. Na pewno jakimś rozwiązaniem jest tu również system Cokin.

Pamiętajcie tylko o jednym: niezależnie czy to Cokin czy normalne filtry – jakość filtru ma znaczenie. To warstwa, przez którą przechodzi światło nim trafi na matrycę. Wprawne oko dostrzeże różnicę i dla koloru, i dla tonów, i dla samej jakości obrazu. Jak nałożycie syfiasty filtr za grosz, to taką jakość obrazu otrzymacie. Filtry w fotografii to nie jest coś, na czym można oszczędzać. Oczywiście z wysoką ceną nie musi iść dobra jakość. I ja trafiłam na filtry, które nie są specjalnie fantastyczne, a słono za nie zapłaciłam.

Jak widać na filmie, nie tylko pomagają redukować ilość światła wpadającego przez obiektyw, ale również pięknie wyciągają tony. Szary filtr regulowany jest akurat skonstruowany z filtrów polaryzacyjnych – więc dochodzi efekt polaryzacji, który niestety czasem jest niechciany. Ale więcej o filtrach już niedługo, w osobnym wpisie. Są bowiem niedoceniane, a uważam, że odwalają kawał dobrej i ważnej roboty w filmowaniu i w fotografii.

AUTOMAT, PÓŁ-AUTOMANT & MANUAL

Eee… W moim słowniku nie istnieje coś takiego jak automat ani pół-automat. Znam masę ludzi – fotografów – którzy lubią korzystać z pół-automatów, czyli trybów z priorytetem przysłony lub priorytetem migawki. Szczerze – ja lubię mieć wszystko pod kontrolą i dla mnie jedyny słuszny tryb to pełny manual. U mnie nic nie jest automatyczne, ani iso, ani Kelviny, ani tym bardziej migawki czy przysłony. No dobra – używam autofocusa, przy zdjęciach – ALE NIGDY PRZY FILMACH! Nie róbcie tego – nie używajcie automatycznej ostrości w filmowaniu. Nauczcie się ruszać pierścieniem ostrości. Nic tak nie denerwuje jak szukający ostrości autofocus podczas filmowania.

Nie lubię polegać na maszynie, wolę polegać na swojej wiedzy i doświadczeniu. Moje dziurawe oko już wie ile światła jest w pomieszczeniu, czy na dworze i jakie ustawienia będą idealne. Na początku poruszanie się w pełnym manualu to prawdziwa katorga. Jednak z czasem Wasz skill mocno urośnie i docenicie każdy popełniony błąd, zaciśnięte zęby z wściekłości, że czegoś tam nie ustawiliście.

KOLOR I STYL

Niezależnie od tego, co potem będziecie robić z filmem – jeśli macie Canona – polecam gorąco tzw. Cinestyle od Technicolor. Jest to profil stylu, który poszerza zakres tonalny naszych ujęć. Ujęcia robią się bardzo “filmowe” w wyglądzie. To taki mały hint, który stosuję od jakiegoś czasu.

Polecam – jak najwięcej uwagi nad kolorem poświęcić już w trakcie filmowania. Im więcej zabawy w post-produkcji, tym jakość naszego filmu nam trochę podupadnie. Kiedyś edytowałam kolorystycznie każdy film. Teraz praktycznie wcale tego nie robię. Polubiłam naturalność i surowość ujęć. Po za tym, z każdą edycją tony zanikają.

Dodatkowo – do filmowania polecam używać jak najniższego wyostrzenia obrazu. De facto nasz obraz wcale nie straci na ostrości, a uchroni nas to w jakimś niewielkim stopniu od mory.

2. UJĘCIA I SCENARIUSZ

Film niezależnie od tego, czy ma być wspomnieniem z wakacji, podróży czy urodzin musi mieć swoją strukturę jak każda historia. Musimy mieć: początek, rozwinięcie i koniec. Warto o tym trochę pomyśleć zanim wciśnie się REC.

POCZĄTEK, ROZWINIĘCIE, ZAKOŃCZENIE

Dla mnie początek to idealny moment na zbudowanie atmosfery. Klimatu. Pokazania miejsca, sytuacji, w jaką chce się wprowadzić widza. Warto tu pozostawić taką małą “niewiadomą”, tak by widz chciał oglądać dalej, by odpowiednio się zaciekawił.

Rozwinięcie to dla mnie cała akcja: wszystkie śmieszne i smutne momenty, nowe miejsca, sytuacje, tu musi się coś dziać. To jest najczęstszy moment, gdy widz wyłączy film. Jeśli akcja staje się zbyt monotonna i nie ma choćby małych zwrotów akcji (np. nagłe urwanie muzyki, wprowadzenie jakiegoś dźwięku, zmiana tempa montażowego). Widz tu musi przeżyć jakieś katharsis. To ciężka sztuka.

No i zakończenie. Tu zawsze się przyda nutka melancholii lub jakiś morał, jakieś clou całości. Może odrobina spokoju? Akcent, który mówi: “było fajnie, ale już się skończyło”. Cudownie jest pozostawić widza z małym niedosytem (mi to nigdy nie wychodzi ;-)) ). Okrutne to, ale widz wtedy chętnie wróci po więcej.

BOHATER I EMOCJE

Niezależnie, co umieści się w początku, rozwinięciu i zakończeniu – filmik musi przekazać jakieś emocje, jakąś historię. Warto mieć jakiegoś bohatera swojej produkcji – i nie zawsze musi to być człowiek. Widziałam nawet film – reżyserii Ramina Bahrani, gdzie głosu głównemu bohaterowi – PLASTIKOWEJ TORBIE – użyczył Werner Herzog. Film nazywa się “Plastic Bag”. Nie uwierzycie – ale można się utożsamić nawet z kawałkiem plastiku. Po prostu naszemu filmowemu bohaterowi – za pomocą środków filmowych – trzeba nadać duszę.

Emocje i bohater to najważniejsze elementy filmu, który może zapaść w pamięć.

Ja jestem okropną estetką i to, jak coś wygląda ma dla mnie kolosalne znaczenie. Lubię “ładne”. I “ładne” staram się robić. Niestety często w poszukiwaniu tego “piękna” zatracam czasem właśnie te najistotniejsze rzeczy.

STORYBOARD

Nigdy o nim się nie myśli, ale to naprawdę złoto w czystej postaci. Dobrze rozpisane ujęcia ułatwiają pracę o miliard procent. Masz plan. Masz przemyślany sens ujęć i wszystko zapisane. Nic nie zapomnisz. A nawet jeśli nie zrobisz idealnego storyboardu, ale choćby usiądziesz na chwilę i zaczniesz myśleć o ujęciach, i co chcesz przez nie pokazać – ten proces zostanie w Twojej głowie, gdy przyjdzie moment pracy. A montaż ze storyboardem to prawdziwa przyjemność.

SENS UJĘĆ

W filmach podróżniczych jakikolwiek “scenariusz” to praca głównie montażowa, ale warto o tym pomyśleć już podczas kręcenia ujęć, nawet jeśli nie mamy dokładnego planu naszej historii i działamy dość spontanicznie. Przede wszystkim:

Każde ujęcie musi coś wnosić. 

Te słowa zawsze powtarzała mi Valeria z Camera Nera. Jeśli film ma się świetnie bez jakiegoś ujęcia – to znaczy, że jest ono zbędne i nie wnosi nic (albo nic nowego). Co może wnosić ujęcie? Klimat, historię, akcję, reakcję, informację. Warto tu pokierować się własnym wyczuciem. Zadać sobie czasem pytanie: “Czy 8 ujęcie tych gór wciąż jest mi potrzebne?”“NIE, wywal”. Postaw na najlepsze.

Ja mam moją własną zasadę: 3 ujęć. Staram się traktować to jako maksimum ujęć jakie użyję przy pokazaniu danej sytuacji (chyba, że ma ona dalej rozwinięcie), szczególnie jeśli w kadrze powtarza się jakiś element. Nie idzie mi czasem selekcja materiału. Lubię dużo. Ale mniej znaczy więcej i takie tam. Więc staram się jakoś minimalizować moją tendencję do przesytu ujęć.

KOMPOZYCJA I PLANY FILMOWE

Ja do filmu wyszłam z fotografii. Dlatego każdy kadr traktowałam – i traktuję wciąż – trochę jak osobne zdjęcie. Na początku było to uciążliwe trochę, bo nie mogłam przestawić swojego myślenia na to by w ujęciach zawrzeć ruch kamery. Wszystko było statyczne do porzygu. Na szczęście udało mi się to “przeskoczyć” i ruch kamery nie jest już dla mnie obcym narzędziem.

Wracając.

Dobrze zaznajomić się z podstawami kompozycji – ja jestem po szkole plastycznej (tak, chodziłam do plastyka już jako mały dzieciaczek), więc mam wbite te zasady i obudzona w środku nocy potrafię wyrecytować podstawowe typy kompozycji:

– otwarta lub zamknięta
– statyczna lub dynamiczna
– symetryczna lub asymetryczna
– rytmiczna
– diagonalna, wertykalna, horyzontalna

Jest jeszcze coś takiego jak kompozycja dośrodkowa i odśrodkowa, pasowa, rzędowa i kulisowa. Ale pomińmy to. Bo za dużo “suchych danych” się robi. Szczególnie, że w filmie poza kompozycją odróżnia się tzw. plany filmowe. Mamy plany bliskie, średnie i dalekie. Jako “miarę” planów używa się postaci ludzkiej.

PLANY BLISKIE:
makrodetal (ujęcia super-makro, np. wnętrzności człowieka)
detal (pokazane coś niesamowicie blisko, np. oko, gęsia skórka itp.)
super zbliżenie / duże zbliżenie (stosowane najczęściej w portretach – od kołnierzyka do czoła lub od brody do czoła)
zbliżenie / wielki plan (ang. close-up; gdy obiekt zajmuje znaczną część kadru, najczęściej stosowany w portrecie – od ramion, do przestrzeni nad głową, czubkiem głowy)
półzbliżenie / plan bliski (odpowiednik popiersia)

duże zbliżenie

jako, że jest to koń w dość abstrakcyjnym ujęciu jest to coś pomiędzy detalem a zbliżeniem; kompozycja horyzontalna, otwarta

PLANY ŚREDNIE:
plan średni / plan półpełny (od pasa w górę)
plan amerykański (mniej więcej od przestrzeni nad kolanem do przestrzeni nad głową)

plan średni; kompozycja centralna, w tle diagonalna linia

Coś na wzór planu amerykańskiego; kompozycja centralna, statyczna

PLANY DALEKIE:
plan pełny (ang. full shot; widać całą postać)
plan ogólny (ang. long shot; opis ujęcia pokazującego miejsce akcji, sylwetki zawarte w ujęciu)
plan totalny / plan daleki (ang. long shot; ogrom miejsca akcji, sylwetki są, lecz nierozpoznawalne)

plan ogólny; kompozycja wertykalna, rytmiczna, otwarta

plan ogólny; kompozycja w jakimś sensie symetryczna, centralna

plan ogólny; kompozycja asymetryczna

plan – pomiędzy dalekim a ogólnym; kompozycja otwarta, diagonalna

Każdy plan pełni swoją funkcję. Warto jest przeplatać swoje ujęcia różnymi planami. Jednak dobrze jest to przemyśleć i nie skakać np. z detalu od razu w plan totalny. Dobrze jest, jak wzrok podąża wraz z ujęciami. Przenosząc ciągle punkt zaczepienia wzroku z prawej na lewo, z góry na dół – i tak w kółko – będzie to po prostu męczące dla oka widza. Warto zastanowić się nad tym by jedno ujęcie nawiązywało do następnego. Na przykład ze zbliżenia wejść w plan średni, a potem w plan pełny. Bawić się tym kreatywnie, ale z rozsądkiem.

RUCH KAMERY

Najpopularniejsze ruchy kamery to panoramy – horyzontalne lub wertykalne oraz ujęcia śledzące.

Im dłuższy ruch kamery z zachowaną płynnością i estetyką ujęcia tym bardziej potrzebny jest kunszt operatorski. Prawdziwym mistrzem takich long shotów jest Emmanuel Lubezki znany również jako Chivo. Pan ten dostał Oscara za Birdmana i za Grawitację. Ale jeden z moich ulubionych long-shotów znajduje się w serialu “Detektyw”. Miazga!

Wracając.

Na początku warto postawić na prostotę, a ruch kamery ograniczać do krótkich i nieraptownych ruchów. Im bardziej raptowne poruszenie – tym ciężej się to i ogląda i edytuje.

Opis stabilizowania ujęć i moje własne hinty na ruchy kamery zaplanowałam na kolejny wpis ;-)) Wbrew pozorom nie będzie tu nic odkrywczego, ale myślę że warto o tym wspomnieć.

3. MONTAŻ

Na początku powiem, że ja i montaż mamy ciężką relacje. Gdyby dało się ustawić jej status jak na facebooku, widniałoby “to skomplikowane”. To jedyny moment, gdy potrafię rozłożyć ręce, położyć się na ziemi i – jak nazwisko przykazuje – zacząć wierzgać i wyć (z rozpaczy). Mam wrażenie, że nic nie pasuje, ja nie mam pomysłu, życie jest bez sensu. Rozkleja się mój film i rozklejam się ja sama. Wiele nieprzespanych nocy, kaw i płaczu. Montaż, mimo iż jego techniczne podstawy nie są trudne – wręcz logiczne – to efekt całej waszej pracy przypada właśnie na ten moment.

Pozwolę sobie zacytować Gabrielę OrłowskąErill – autorkę bloga Erillstyle i współautorkę vloga The Boobskie.

Montaż to idea.

Myśl, którą chcesz przekazać.

Środek stylistyczny którym nadajesz sens. Coś co sprawia, że wideo nabiera określonego przez Ciebie tonu. Poważnego, romantycznego, zabawnego albo irytującego.

Tak jak wiedza jak ustawić przysłonę w aparacie nie czyni z Ciebie fotografa. A jedynie eksperta w dziedzinie obsługi narzędzia. Tak techniczna wiedza o montażu w ogóle nie sprawi, że będziesz wiedział jak montować.

Może ci, co najwyżej, trochę ułatwić i przyspieszyć tworzenie wideo. Ale Ty musisz przede wszystkim wiedzieć, co chcesz przekazać. Jakie emocje wzbudzić, jaki wydźwięk chcesz nadać. W którą stronę widz ma spojrzeć, jak się poczuć w konkretnym momencie, kiedy się zaśmiać a kiedy otrzeć łzę.

Tym jest montaż.”

Cały wpis o montażu stworzony przez Erill można znaleźć TUTAJ.

OD CZEGO ZACZĄĆ?

Ja najpierw poświęcam masę czasu na obejrzenie materiałów. Kiedyś nawet je archiwizowałam. Co to znaczy? Opisywałam każdy plik – numerem, planem filmowym, akcją. Gdy brniesz przez setki plików filmowych i musisz zapamiętać, co jest na każdym z nich – i tą wiedzę odpowiednio wykorzystać by zmontować swoje dziecko, taka archiwizacja jest bardzo przydatna. Dużo sprawniej możesz odnaleźć tą klatkę, której szukasz. Technicznie na początku nie jest trudno: oglądasz materiał, tniesz, przesuwasz, wklejasz, tniesz, oglądasz, podcinasz – i tak w kółko, aż nie uzyskasz tego, co chcesz uzyskać. Potrzebny jest pomysł i dryg do montowania – wyczucie, że to ujęcie ma trwać tyle, a inne tyle. Na początek warto zacząć od montowania czegoś w rodzaju klipów: wybieracie muzykę, która się Wam podoba i staracie się dopasować obraz do dźwięku. Z czasem człowiek zaczyna dodawać więcej od siebie – teksty, dźwięki, niestandardowe przejścia i rozwiązania.

Ja edytuję w Premiere. Polecam i lajkuję.

PLUG-IN

Warto się rozejrzeć za ciekawymi pluginami do naszych programów montażowych. Red Giant oferuje coś takiego jak Magic Bullet – jest to szereg pluginów kolorystycznych (Looks, Colorista, Mojo) jak i “jakościowych” – jak np. Denoiser, InstantHD. Istnieje też coś takiego jak Twixtor – do spowolnienia klatkarzu. No i oczywiście również coś takiego jak Neat Video – najlepszy plugin do odszumiania. Denoiser chowa się przy nim.

MUZYKA A PRAWA AUTORSKIE

To jest temat rzeka.

Najpewniej brać muzykę od twórców, którzy sami tą muzykę udostępniają. Takimi portalami wypełnionymi muzyką na prawach Creative Commons lub Public Domain to np. Vimeo Music Store, Free Music Archive, czasami nawet na SoundCloud czy ccMixter. Taki twórca jak Moby pomyślał również o twórcach video i stworzył MobyGratis. Polecam zajrzeć. Ja aplikowałam dwukrotnie o licencję i dwukrotnie licencję otrzymałam. Można również muzykę zakupić na portalach takich jak AudioJungle czy MusicBed.

Warto jednak wspomnieć, że przy filmach, na których się nie zarabia, które są zapisem – załóżmy – wspomnień z podróży, można spróbować użyć muzyki, która poniekąd “fruwa” na YouTube. Co to oznacza? Oznacza to, że dochód z reklam wyświetlanych na Twoim filmie na platformie YT idzie do kieszeni właściciela muzyki. Więcej informacji o tym można znaleźć TUTAJ. Jest to dość fajne rozwiązanie. Jednak tyczy się ono wyłącznie YouTube! Ten sam film wrzucony na prywatny player – narusza prawa autorskie.

Tak czy siak – dobór odpowiedniej muzyki do filmu jest okropnie ważny. Warto czasem się namęczyć, spędzić więcej czasu na poszukiwaniach nuty i znaleźć TEN idealny utwór. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak słyszy się muzykę, trzeba ją też zobaczyć ;-))

KOLORYZACJA

Kiedyś miałam fisia na punkcie color gradingu. I każdemu, kto takiego fisia ma polecam Black Magic DaVinci Resolve. Nie jest to łatwy program, ale jest zdecydowanie NAJLEPSZY w moim odczuciu. Właściwie jest on zrobiony pod filmowe rawy, ale również materiał filmowy, który rawem nie jest można ładnie pokolorować. Zamiast skomplikowanym DaVinci można też posłużyć się którymś z wspomnianych wcześniej pluginów – na przykład: Colorista jest bardzo łatwy w obsłudze. Niezależnie od wybranego oprogramowania trzeba mieć do tego wyczucie.

Istnieje też coś takiego jak LUT (ang. Look Up Tables). Tego używa się głównie na filmach kręconych w rawach, jest to zapis ustawień koloryzacji. Tak jak do rawów zdjęciowych-canonowskich CR2 dołączany jest plik XMP, w którym jest zapis naszych zmian, tak samo LUT jest zapisem zmian dla pliku filmowego. Do aplikowania LUTów w starszych wersjach Premiere niestety potrzebne są wtyczki np. LUT Buddy. Wracając – czasem można dorwać ładne, gotowe LUTy i nie bawić się w color correction ani color grading tylko użyć gotowego rozwiązania.

Obecnie mój color-grading istnieje tylko z poziomu filmowania ;-)) Lubię surówki, naprawdę.

4. EKSPORT

To jest punkt, na którym ja potrafię się wyłożyć.

Tak naprawdę korzystam ze sprawdzonych ustawień i rzadko dokonuję tutaj jakichkolwiek zmian. Odpowiednie dobranie ustawień eksportu nie jest wcale rzeczą “taką prostą” – szczególnie, gdy zaczynamy brnąć przez wszystkie możliwości i nie korzystamy z presetu.

Ja wypuszczam film w kodeku H.264 i używam odpowiedniego presetu HD – lub (gdy zależy mi na małym rozmiarze) – presetu Vimeo lub YouTube. Oczywiście dbam by spójna z moim projektem była rozdzielczość i klatkarz. Patrzę też aby przypadkiem nie był zaznaczony przeplot, żeby był kwadratowy piksel. I to wszystko. Naprawdę – brnięcia w ustawienia eksportu – unikam jak ognia.

Naprawdę sztuką jest wypuścić film o dużej rozdzielczości, dobrej jakości, małej kompresji i małej wielkości.

5. INSPIRACJA

To ostatni punkt. Jest niesamowicie ważny. Bowiem bez inspiracji nie będzie nigdy żadnego filmu, żadnej fotografii. Coś musi zachwycić twórcę, by ten zechciał o tym opowiedzieć historię, pokazać to. Inspiracją może być w sumie wszystko: od drzewa, poprzez sen, książkę, zapach czy po prostu miejsce.

Ja polecam jeszcze jeden sposób: oglądajcie filmy. Dużo. Dużo różnych filmików i filmów, krótkich, długich, znanych, nieznanych. To, że oglądacie film akcji, nie oznacza, że musicie kręcić film akcji. Ale być może kiedyś, gdy będziecie kręcić jakieś żółwie na Galapagos przypomnicie sobie scenę choćby z “Rambo”, która Wam utkwiła w pamięci, zainspirowała, i nagle stworzycie niesamowitą scenę z żółwikami. Tylko uważajcie! Od inspiracji do plagiatu jest niedaleko. Tego pierwszego poszukujcie, drugiego się wystrzegajcie.

Po za tym – wyrabianie sobie własnej opinii i gustu jest bardzo cenną rzeczą, niezależnie od tego, czy macie zamiar kręcić coś swojego, czy nie.

Vimeo aż kipi inspirującymi kawałkami. Codziennie jest wyróżniane kilka filmów Staff Picks. Wchodzę sobie dzisiaj, a tu patrzę – wyróżniony nasz polski operator młodego pokolenia Kajetan Plis i jego teledysk dla KAMP!.

Polecam również wszelkiego rodzaju portale jak Fubiz czy Bored Panda. To codzienna dawka inspiracji.

Niedługo skonstruuję swoją listę polecanych filmów podróżniczych – tych dłuższych i tych krótszych. Mam nadzieję, że to będzie fajny punkt zaczepienia dla tych, którzy nie wiedzą od jakich filmów zacząć ;-))

Filmowo i poradnikowo – pozdrawiam!

Zdjęcie główne – wykonał mój przyjaciel i super fotograf – Mateusz Bral. 

Autor

Nazywam się Paulina. I robię zdjęcia. Dużo zdjęć. Jestem zakochana w Północy. Uwielbiam być w drodze, ale czasem też fajnie się zatrzymać. Nawet na dłużej. I poznać, choć trochę wnikliwiej. Lubię podróżować intensywnie, a jednocześnie bez pośpiechu.