MENU
Oman

Jak to jest z tym ubojem rytualnym?

Dziś temat bardzo ciężki, obszerny i ważny. Budzący wiele kontrowersji i dyskusji – będzie mowa o uboju rytualnym i uboju – ogólnie. Nieco też o ideologii halal i haram z punktu widzenia niewiernej. Czemu o tym mówię? Widziałam, więc się wypowiem, a nawet pokażę i postaram się rozwiać kilka mitów.

UWAGA! Na wstępie powiem, że nie polecam oglądania tego postu osobom wrażliwym.

*   *   *

Na wigilie zawsze ktoś z dorosłych zabijał karpia. Żebym jako dziecko nie patrzyła, bo to straszne. Najpierw robił to dziadek, potem babcia próbowała, potem nie kupowaliśmy już żywego karpia.

Na północy, gdzie na ziemi, która jest wieczną zmarzliną, nie wyrośnie nic poza mchem i porostami, bez mięsa ani rusz. To tam edukuje się dzieci, że mięso nie jest z supermarketu, że miało kiedyś oczka, uszy, serce. Dzieciaki mimo, że ledwo sięgają stołu bacznie obserwują każdy etap przygotowania mięsa, począwszy od oskórowania, poprzez krojenie zwierzęcia na mniejsze części, aż do przygotowywania posiłków. Są świadome, że to był łoś, caribou albo inny zwierz.

Tu, na pustyni, ziemi jałowej, nie ma szans na jakiekolwiek plony. Ciężko nawet o daktyle. Mięso z kóz, wielbłądów czy ryb jest tutaj naturalną podstawą pokarmową lokalnej ludności.

Mówiąc Omańczykowi, że w Europie czy w Ameryce ludzie są wegetarianami i nie jedzą mięsa, ten przeciera oczy ze zdumienia i nie wierzy. Nie wierzy, bo w jego opinii nie da się przeżyć bez mięsa.

*   *   *

Muzułmanin i Żyd nie może jeść mięsa, które nie pochodzi z uboju rytualnego, ponieważ zabrania mu tego jego religia. Czemu? Nie mam pojęcia. Zasady we wszystkich religiach świata zawsze były dla mnie niezrozumiałe. Jednak jeśli czegoś nie rozumiem, staram się nie osądzać, a zrozumieć.

Czym zatem jest halal i haram?

Zacznijmy od początku.

Jest coś takiego jak szariat. Szariat jest zbiorem zasad, prawem dla wyznawców islamu. W tym prawie znajdują się dwa podstawowe zbiory – tego, co nakazane – halal oraz tego, co zabronione – haram. Wszystko, co nakazane dzieli się też na to, co obowiązkowe, zalecane, neutralne, czy dozwolone, lecz niezalecane.

Lista rzeczy nakazanych i zakazanych jest dość długa, ale skupmy się na sprawach żywieniowych. Wyznawca islamu nie może spożywać alkoholu, krwi, mięsa wieprzowego i padliny. Zaś mięso, które spożywa musi pochodzić ze zwierzęcia ubitego w sposób rytualny.

Co właściwie znaczy mięso halal?

Otóż takie mięso – oraz przede wszystkim zwierzę, które na owe mięso jest przeznaczone – i sam proces uboju musi spełniać dość sporo warunków.

Uboju musi dokonywać wierzący, czyli przykładny, często modlący się muzułmanin. Koniecznie mężczyzna, pełnoletni, szanowany. Jego ruchy muszą być pewne i precyzyjne. Podczas uboju rzezak musi wypowiedzieć formułę, basmalę. Basmala rozpoczyna każdą surę Koranu i poprzedza każdą ważną czynność dla wierzącego.

Zwierzę musi być zwrócone w kierunku Mekki.

Nie może być chore, zestresowane, jeśli było transportowane – musi odpocząć. Nie może być też pod wpływem żadnych środków. Musi być “czyste”. Przytomne.

Zwierze musi umrzeć od wykrwawienia się przez tętnice szyjną. Rzezak musi być pewny i doświadczony, by jedno cięcie sprawiło by zwierze wykrwawiło się jak najszybciej. Bowiem krew uznaje się tu za nieczystą.

Wiele osób przyzna – w tym muzułmanów – że sposób ten jest przestarzały, wprowadzony był już dawno, po to, by zachować pewne higieniczne aspekty. Kiedyś – ponoć sprawdzał się świetnie. Jednak w dzisiejszych czasach ponoć nie ma tak dobrego przełożenia i jest po prostu staroświecki.

Jednak wciąż się go stosuje.

*   *   *

Wielkie święto w rodzinie, arabskie pierwsze urodziny, houl houl. Z tej okazji musiał zostać zabity wielbłąd. Na urodziny w końcu przychodzi cała, wielka rodzina, wszyscy sąsiedzi i znajomi. Siedziałam sobie ze studentami arabistyki, gdzieś na pustyni, popijałam herbatę mocno przyprawioną kardamonem u Beduinów, gdzie trwał powoli gwar przygotowań do urodzin, aż nagle ktoś mówi energicznie:

“Zaraz zabijają wielbłąda! Chcecie zobaczyć?”

Nie sądziłam, że ktokolwiek nam to zaproponuje. Wszyscy, łącznie z mężczyznami wątpliwie pokiwali głowami, że nie. A ja, jak to ja, zawsze bardziej ciekawa niż rozsądna, wyrwałam do przodu i powiedziałam, że ja chcę, że idę. Jak powiedziałam, tak zrobiłam, a po chwili cała reszta wstępnie niechętnych osób również dołączyła. Nikt nie żałował, nie żałowałam też ja.

Powiem więcej – bardzo cieszę się, że to widziałam, uważam to za cenną lekcję. Coś takiego powinno być obowiązkowe. Bo nic tak nie podnosi świadomości jak własne doświadczenie.

Przyznaję. Bałam się oglądać śmierć.

Nie zdążyłam się jednak porządnie wystraszyć, ani zastanowić się, czy naprawdę chcę to widzieć i oglądać. Miałam wrażenie, że minęło kilka sekund, a wielbłąd już nie żył.

Nie obrzydza mnie krew, ani flaki, nic z tych rzeczy. Najbardziej bałam się patrzeć w oczy, kiedy widziałam, że zwierze już jest martwe, a przed chwilą jeszcze żyło. Dlatego starałam się tego nie robić.

Całe to doświadczenie uważam za bardzo istotne i ważne. Naprawdę mocno skłoniło mnie do zastanowienia się nad pochodzeniem każdego kawałka mięsa na moim talerzu, tak generalnie, w całym moim życiu.

Widziałam też tych wszystkich ludzi tam, przejętych – i ich pracę włożoną w przygotowanie owego wielbłąda. To bardzo trudne zadanie, nie zdawałam sobie z tego sprawy. Jest to naprawdę ciężka praca na pół dnia dla sporej grupy ludzi. Sama wzięłam w niej udział, dokładniej w oskórowaniu. Zostałam pod koniec skwitowana jedynie pytaniem od jednego ze studentów z Niemiec, czy wychowałam się na wsi. Kiedy odpowiedziałam, że właściwie to bardzo jestem z miasta, dodał jedynie, że jakoś tak swobodnie, naturalnie wyglądam i się zachowuje w tej sytuacji, stąd jego spostrzeżenie. I żebym absolutnie nie uznała tego za obrazę, wręcz za komplement.

A też, jak pomyślę sobie o tym, że ten wielbłąd miał raczej dobre życie, łaził sobie gdzie chciał, żarł akacje i nie został potraktowany jako kolejny numerek na taśmie, jego śmierć naprawdę została dostrzeżona. Każdy też był wdzięczny za to, że dziś i w kolejnych tygodniach, dzięki jego mięsu wyżywi się wielka rodzina.

*   *   *

Pod wątpliwość sumienia w uboju rytualnym idzie sprawa ogłuszenia. Bowiem szariat zabraniają ogłuszania – które wg uczonych jest uznawane za humanitarne. Czym zatem jest to wszędzie widniejące ogłuszenie? Właśnie jemu się przyjrzałam, na czym polega – i czemu ono ma być humanitarne?

Postawmy sprawę jasno – żadna śmierć, żaden ubój, nigdy nie był, nie jest i nie będzie humanitarny.

Jest kilka typów ogłuszeń, czy też oszołomień, jak to niektórzy nazywają. Istnieje ogłuszenie prądem elektrycznym oraz ogłuszenie bolcem penetrującym. Świnie ogłusza się kleszczami elektrycznymi lub dwutlenkiem węgla (poprzez brak dopływu tlenu), bydło pociskiem penetrującym mózg, zaś drób “kąpielą elektryczną”.

Ileż metod człowiek wymyślił i sprzętów, by oszałamiać zwierzęta przed śmiercią!

Celem tych wszystkich sposobów jest to, by zwierze nie było świadome swojej śmierci i cierpiało mniej. Ale. Wystarczy trochę bardziej wgryźć się w temat, poczytać, a dowiemy się, że tylko odpowiednio dobrana dawka i/lub moc odpowiednio ogłuszy zwierzę by doszło do “pożądanego” efektu, a zwierze permanentnie straciło świadomość i nie odczuwało bólu. Teoria, a praktyka jednak nie zawsze idą w parze. Nie każde zwierze dostaje odpowiednią dawkę prądu, nie każdemu przykłada się narzędzia ogłuszające w odpowiednim miejscu. Zwierzęta potrafią się wybudzić po ogłuszeniu. Takie wybudzone zwierzęta znajdują się podwieszone na taśmociągach…

Po moim wywiadzie – uwierzcie mi, że bardzo wnikliwym – ja uważam, że ogłuszenie jest wątpliwie humanitarne. Ale też, tak naprawdę, w śmierci nic nie jest humanitarne. Tym bardziej w śmierci komercyjnej, dla zysku, masowej, przemysłowej. A stosowanie przedrostka “humanitarny” przy określaniu uboju komercyjnego – niezależnie czy halal czy nie – jest po prostu obrzydliwe i napawa mnie odrazą. Dużo bardziej niż widok krwi czy flaków. Przeczytałam kiedyś takie zdanie, że nazywanie tak jakiegokolwiek uboju jest tylko obłudnym wyciszaniem swojego sumienia.

Szczerze to nie mogłam oglądać żadnego z filmów z ubojni. Niezależnie czy był to ubój halal czy nie. Bydło w dużych ubojniach potraktowane jest jako kolejny numerek, produkt. Wg mnie właśnie to było w tym wszystkim najgorsze. Nie ma usprawiedliwienia do tak masowo zadawanej śmierci. Nie widząc procesu pozyskiwania mięsa dużo łatwiej jest je jeść.

*   *   *

Prawo w Polsce i biznes to dwie różne rzeczy? Czy niekoniecznie?

Prawo polskie raz zabraniało, raz zezwalało uboju rytualnego. Obecnie zezwala się w RP na ubój rytualny ze względu na wolność religii i sumienia. Choć pewnie nie tylko o to chodzi. Nie trudno wyczytać, że Polska w Europie jest liderem w eksporcie mięsa halal. Zakaz prawny uboju rytualnego przyczyniłby się do sporego spadku w tym segmencie gospodarki.

W Europie ogólnie zezwala się na ubój rytualny z wyjątkami. Zabroniony całkowicie jest w Norwegii, Danii, Szwecji, Szwajcarii i Nowej Zelandii.

Od 1995 co rok na mięso ginie od 8 do 9 i pół miliarda zwierząt. Miliarda. Dla porównania, obecnie na świecie jest nieco ponad 7  i pół miliarda ludzi. Dodajmy do tego kilka faktów. Te 9 miliardów – to ubój liczony bez ryb, królików, zwierzyny łownej i tylko na terenie Stanów Zjednoczonych. Jednak ponoć widać jednak tendencję spadkową – czyli wg danych jemy mniej mięsa. Ale wciąż zabijanych jest więcej zwierząt w samych Stanach Zjednoczonych, niż jest ludzi – na całym świecie. 

Dane te pochodzą z The Humane Society of the United States. 

*   *   *

“O matko, o fuj! To okrutne. Biedne zwierzę, jak tak można?!” 

Tak powiedziała masa osób na widok zabijanego zwierzęcia, krwi, czy szczątek. Możliwe, że kiedyś byłam w tym gronie i ja. Wypowiadało się słowa skruchy, a po kilku godzinach wracało się do jedzenia kotleta i kupowało kolejną parę skórzanych butów. Bo przecież takie ładne i musimy je mieć.

To straszne, przyznaję. Aż mam gęsią skórkę, gdy o tym myślę.

Nie uświadamiałam sobie, że mięso magicznie nie pojawia się na talerzu. Tak samo, jak i magicznie nutella nie pojawia się na kanapce, skórzane buty nie wytworzono z powietrza, a aspiryna nie spadła z nieba.

Za każdym plasterkiem szynki, kotletem, czy nawet skwarkami stało życie.
Za każdym paskiem, torebką czy innym wyrobem skórzanym stało życie.
Za wieloma innowacjami współczesnego świata stały setki, tysiące, miliardy żyć.
Za każdym sukcesem stało cierpienie.

Autor

Nazywam się Paulina. I robię zdjęcia. Dużo zdjęć. Jestem zakochana w Północy. Uwielbiam być w drodze, ale czasem też fajnie się zatrzymać. Nawet na dłużej. I poznać, choć trochę wnikliwiej. Lubię podróżować intensywnie, a jednocześnie bez pośpiechu.