MENU
Maroko

Saharo, witaj!

Poległam. Miał być jeden, ale muszą być dwa wpisy: na Saharze było po prostu za dużo dobra. To wcale nie jest tak, że tam jest sam piasek…

Jak już wspominałam w poprzednim wpisie: zajechaliśmy do Merzougi – a właściwie do Hassilabied – tuż przed północą. Był 21 września, i pierwsze, co zrobiliśmy to – oczywiście – porządnie uczciliśmy urodziny Pana Gluzy. W domku naszego hosta czekała na nas wspaniała marokańska miętowa herbata z cukrem i ciastka. My przywieźliśmy jeszcze inne NIEZBĘDNE ciecze. Zajadaliśmy je urodzinowym tortem – czyli melonem. Okazał się niezbędny.

Następnego dnia zapisaliśmy się na małą wycieczkę jeepem wokół wydm. Jechaliśmy kawałkiem trasy rajdu Dakar, objechaliśmy dookoła wydm Erg Chebbi, odwiedziliśmy Nomadów, odkrytki skamieniałości oraz kopalnie minerałów. Zobaczyliśmy również granicę Algierii, a ja znów miałam okazję gonić jakiegoś wielbłąda. Pamiętajcie – jeśli zaczyna wydawać dziwne dźwięki, tulić uszy i nerwowo ruszać szczęką – to znaczy, że czas się oddalić.

Poznaliśmy trochę inną stronę Sahary – a właściwie to nie inną – lecz tą właściwą, główną. Sahara to nie tylko wydmy i piaseczek, to głównie skamieniałe pustkowie. Ogólnie pustynie dzieli się na kilka typów: kamieniste (hamada), skaliste (reg), piaszczyste (erg), żwirowe (serir), ilaste (kewir, takyr, plaja) oraz słone. Sahara to głównie hamada i reg. Ale kamienie w czterdziestostopniowym upale i piaszczystym silnym wietrze nie są tak zachęcające jak malownicze wydmy, które obierają różne kolory względem pory dnia. Dlatego też wydmy Erg Chebbi w Merzoudze stały się najpopularniejszą destynacją podróżniczą w Maroko i tym samym sztampowym obrazem Sahary. Wydmy te mają jedynie około 30 kilometrów długości i 7 km szerokości, a najwyższa wznosi się na około 150 metrów.

Wokół wydm Erg Chebbi ciągnie się marokańska legenda o ich powstaniu. Ponoć strudzonym podróżnikom – matce z dzieckiem – bogata rodzina mieszkająca w tym rejonie odmówiła schronienia. Bóg za karę zasypał ich piaskiem. I tak powstały wydmy. By nie podzielić losów ukaranych mieszkający tam Berberowie zawsze udzielają pomocy podróżnikom i słyną ze swojej wielkiej gościnności. My również tej gościnności doznaliśmy. Dawno nie zostałam tak cudownie ugoszczona przez obce mi osoby.

Podczas pobytu koło odkrytek skamieniałości od razu zleciała się cała pobliska wioska i wszystkie mieszkające w okolicy dzieciaki. Dziewczynki sprzedawały własnoręcznie robione lalki z kawałków materiałów. I tu pojawia się pytanie: co zrobić w takiej sytuacji? Kupić lalkę by wesprzeć dzieciaka i rodzinę, w której jest bida aż huczy, czy nie godzić się na wykorzystywanie dzieci do pracy i handlu?

Co Wy byście zrobili w tej sytuacji?

FLAGA OUTWAYA ZAWSZE Z NAMI

Po porannej wycieczce jeepem chwilę zregenerowaliśmy siły, by tuż przed zachodem móc na wielbłądach ruszyć w głąb wydm i tam spędzić noc.

Kocham Maroko za takie absurdalne jak dla mnie rzeczy (które tam oczywiście są jak najbardziej normalne). Wychodzę z domu zajść na wybieg dla wielbłądów z tyłu budynku, a tu wielbłądy na ulicy. Przepraszam – dromadery! Nie zapominajmy, że w Maroko właściwie nie ma wielbłądów dwugarbnych.

Podczas gdy Moha i jego dwaj bracia bliźniacy szykowali wielbłądy, ja wkradłam się do boksu z aparatem by zrobić trochę zdjęć. Dla mnie – pod względem i wrażeń i zadowolenia ze zdjęć – to był chyba jeden z najlepszych dni w tym moim krótkim jeszcze życiu. A to dopiero połowa!

GOTOWI DO DROGI NA WYDMY!

Autor

Nazywam się Paulina. I robię zdjęcia. Dużo zdjęć. Jestem zakochana w Północy. Uwielbiam być w drodze, ale czasem też fajnie się zatrzymać. Nawet na dłużej. I poznać, choć trochę wnikliwiej. Lubię podróżować intensywnie, a jednocześnie bez pośpiechu.