MENU
Aktywnie / Oman

Mniej znane wadi – Qurai i Al Muaiden

Pierwsza rzecz jaką trzeba wiedzieć o Omanie to wadi. Z tym pojęciem należy się zaznajomić, a potem wcielać w życie jak najczęściej. Jeśli po wizycie w Omanie nie wiesz czym jest wadi, to wcale w tym Omanie nie byłeś.

Oman pełen jest wadis, szczególnie na północy kraju. Wadi tu, wadi tam, za winklem wadi, na parkingu i na drodze. O tak. Więc – czym jest to słynne wszędobylskie wadi? Wadi w Jordanii oznacza pustynię. Lecz nie tu, w Omanie znaczy coś zupełnie odwrotnego. Wadi to dolina rzeczna, koryto rzeki.

Wadi czasem jest wyschnięte, bo rzeka płynie tu tylko sezonowo. A jak już płynie to z wielkim impetem, a sceny z wylewającego wadi są niczym sceny z filmu katastroficznego. Nie ma żartów. Trzeba uważać, szczególnie, że wiele wadi przechodzi przez parkingi (choćby ten w Nizwie koło suku) czy drogi. Celowe jeżdżenie autem przez tereny zalewowe w czasie wylewu wadi grozi mandatem – i to bardzo wysokim. Czasem jednak wyschnięte wadis są niezbyt spektakularne, bo i płaskie niemal jak cała Polska. Ale czasem są to najpiękniejsze miejsca jakie możecie tu zobaczyć i ich doświadczyć. Otoczone wysokimi górami, krystalicznie czyste, naturalne baseny. Wadi to jest raj.

Słynnych wadi jest tu całkiem sporo. Do nich zaliczymy najbardziej znane Wadi Shab i Wadi Bani Khalid. Potem mamy jeszcze Wadi Tiwi czy Wadi Arbayeen funkcjonujące także jako Al Arbeieen lub Arbaeen. Jest jeszcze potężne Wadi Dayqah Dam, Wadi Awf, Wadi Tanuf i wiele – naprawdę wiele – innych. Chociażby Wielki Kanion Bliskiego Wschodu – to też jest wadiWadi Nakhr i Wadi Ghul.

Jest też całe mnóstwo pomniejszych, mniej znanych i rozpopularyzowanych wadis. Do takich mniej znanych należą bohaterzy dzisiejszego wpisu Wadi Qurai i Wadi Al Muaiden. Nie tylko dlatego, że nie znajdziecie ich w żadnych rankingach, ba! Nawet Google Maps nie wie, gdzie to jest. Ale spokojna głowa, bo w Omanie na co jak na co, ale na wszelkie wadi są znaki i tablice informacyjne – i to po angielsku.

WADI QURAI

To moje pierwsze odwiedzone omańskie wadi. To też mój pierwszy udar słoneczny, pierwszy zobaczony skorpion i zgubiony kochany kolczyk od mamy. Zostałam tu okrzyknięta peszanką. Tytułu dzielnie obroniłam także ciągiem wydarzeń w kolejnym wadi, Wadi Al Muaiden. O tym za chwilę.

Muszę przyznać, że Wadi Qurai mimo, że nie jest tak spektakularne i wielkie jak inne wadis zrobiło na mnie dobre i spore wrażenie. Nawet pomimo mojego fatalnego stanu w jakim się znajdowałam będąc tam.

Nie da się znaleźć tego wadi na mapie. Trzeba jechać pierw na Samail – znajdujące się idealnie pomiędzy stolicą, a Nizwą – dojazd drogą nr 15, autostradą, około 70 km od Nizwy i 70 km od Muskatu. Tam pojawiają się już tablice informacyjne o zjeździe na Wadi Qurai. Należy jechać za nimi, aż doprowadzą nas do wioseczki i końca drogi, tuż u podnóża gór.

Stąd ruszamy pieszo.

Najlepiej podążać korytem omańskiego systemu nawadniania – faladżem (inne nazwy to afladż, ang. falaj, aflaj).

Systemy te zostały wpisane na kulturowe dziedzictwo Omanu na listę UNESCO, wyróżniono kilka z nich, np. Faladż Daris w Niziwe. Najstarsze omańskie faladże datuje się na V wiek n. e.

omański system irygacyjny – faladż

Wracając do Qurai – w tym wadi niemal na samym początku trzeba przejść przez most ze wspomnianym wcześniej faladżem – należy być bardzo ostrożnym, bo w faladżu bywa naprawdę bardzo ślisko. Faladż w pewnym momencie się kończy i zaczyna trekking przez często spore i wyślizgane głazy i kamienie, często marmury i piaskowce.

Urok Wadi Qurai wydaje mi się, że polega na tym, że nie ma tu aż tylu basenów, jest właściwie jeden, ale porządny – głęboki, całkiem duży i bardzo przejrzysty.

Nie jest to też najpopularniejsze wadi, przekłada się to również na znacznie mniejszą ilość turystów – o ile w ogóle się na takich natrafi tutaj – i ogólnie osób odwiedzających to miejsce. Nam się trafili Brytyjczycy i pasterz z kozami.

Jest tu też dość sporo roślinności, a sam wąwóz jest dość wąski, co sprawia, że bardzo mocno odczuwa się potęgę natury.

WADI AL MUAIDEN

Wadi Al Muaiden to wadi najbliższe mieszkańcom Birkat Al Mouz, miejsca, w którym mieszkam. Każdy z Birkat zna to wadi, to nasze, lokalne. Łatwo do niego trafić z kilku powodów. Znajduje się niedaleko drogi na Jabal Akhdar – od razu przy forcie w Birkat i znakach kierujących na Jabal Akhdar są też znaki na Wadi Al Muaiden.

Dla śmiałków – to właśnie tam, w Wadi Al Muaiden zaczyna się szlak na trekking na Jabal Akhdar. Pewien pan z Birkat, Omańczyk, chwalił mi się, że weszli na “szczyt” (właściwie to płaskowyż) w 3 godziny. 1800 metrów przewyższenia. Akurat. Ale po co wchodzić skoro można wjechać?

Z Wadi Al Muadien miałam nieco więcej pecha niż z Wadi Qurai. Nie skończyło się rzyganiem, bolącą głową i zawrotami głowy. Skończyło się małą traumą i telenowelą kryminalną.

“Oman jest bezpieczny”

Powtarzają wszyscy – i ja, nawet po tym fakcie też to będę powtarzać. Po prostu – jako peszanka – miałam pecha, przypadek jeden na milion. Ale dobra, opowiem.

Byliśmy w wadi, doszliśmy do basenów, sielanka, rozłożyliśmy sobie rzeczy, koc, zrobiliśmy mały piknik przy pierwszym basenie. Ogólnie wadi to jest bardzo rozległe, zaś same baseny są jakby w dwóch częściach, oddalone od siebie o może 50 metrów i wielkie głazy pomiędzy, także w jednym miejscu nie widać, co dzieje się w drugim.

Wszyscy poszli oglądać, co się dzieje w drugim basenie, bo było słychać wesołe krzyki sporej grupy i skoki do wody. Siedziałam z rzeczami, a kiedy widziałam, że wszyscy powoli wracają i druga część pustoszeje – postanowiłam sama zobaczyć jak to tam wygląda. I poszłam, reszta zaś wróciła do pierwszego basenu. Byłam niemal całkowicie zakryta, nie paradowałam w stroju, miałam na sobie koszule za łokieć, spodnie, treki i aparat – nie byłam zatem wyzywająco ubrana. Stanęłam sobie przy drugim basenie, zaczęłam robić zdjęcia i nagle wróciło się tu dwóch chłopaków. Jeden z nich podał rękę, mówi “hello”, odpowiadam grzecznie i miło tym samym.

Chłopaki zamieniają dwa słowa między sobą, jeden z nich znika, ja wracam do robienia zdjęć. Ale chłopak znowu podchodzi, tym razem z propozycją buziaków. Odpowiadam, że nie nie. On, że tak tak. Buzi buzi. Zaczyna być bardzo napastliwy i namolny. Obłapuje mnie, jego ręka wędruje na moją talię i nie tylko. W tym momencie go odpycham, zaczynam krzyczeć “Fu*k off” i ogólnie mówiąc adekwatnie do sytuacji – zaczynam spierdalać.

Tak, nie używam za dużo wulgaryzmów tu na tym blogasku, staram się prowadzić go kulturalnie, ale nie ten wpis. Nie ten fragment.

Chłopak podąża chwilę za mną, ja już trochę przerażona, bo kozicą nie jestem i ucieczka przez kamienie chwile mi zajmuje, ale oddycham z ulgą, gdy widzę, że on się zatrzymuje i nie idzie już za mną. Ale co robi? Ściąga spodnie, macha fiutkiem w moją stronę i zaczyna się onanizować. Jeszcze coś tam pokrzykuje do mnie.

Ja pierdole.

Zasuwam przez te kamienie by szybko dotrzeć do mojej grupy, kątem oka widzę, że on biegnie po przeciwnym brzegu wadi i wyprzedza mnie. Docieram do mojej grupy i mówię, co się stało. Dwóch mężczyzn z mojej grupy usłyszawszy, co się stało – rura za nim. Ja rozstrzęsiona. Po 30 minutach wracają z informacją, że tamten uciekł, ale rozmawiali z jego znajomymi (tak jak wcześniej wspomniałam, grupa była większa). Tamci znajomi załamani, że jego kolega takiego haram (niedozwolonego przez islam) czynu się dopuścił, omdlał ze stresu, inny okazał się świeżo upieczonym… policjantem! Chłopaki zobowiązali się, że winowajce przyprowadzą na rozmowę, że nie zostawią tego tak.

Tego samego dnia wieczorem przyprowadzają tego chłopaka przed oblicza nie mnie, a owych mężczyzn z mojej grupy. Ten okazuje się być 16 latkiem z patologicznej rodziny, matka nie żyje, a ojciec siedzi na wózku inwalidzkim. Chłopak oblewa się ponoć łzami i całuje po stopach, leży na ziemi prosi o przebaczenie. Lecz nie mnie. Wszyscy dookoła zdenerwowani, spać, jeść nie mogli, cała grupa kolegów zalana łzami, bo oni przecież go znają, zadają się z nim, a jak taki czyn haram wyjdzie na jaw to hańba! Dla nich, dla całych rodzin. I dla tego chłopaka.

Miałam zadecydować, co dalej z chłopakiem. Zgłaszać na policję? Czy nie? Może się zdziwicie, ale zadecydowałam by nie zgłaszać tego nigdzie. W międzyczasie wymyślono by chłopak dostał nadzór starszego szanowanego muzułmanina. Jeśli taki czyn by powtórzył – wtedy będzie od razu zgłoszony na policję. Już bez zmiłuj się.

Gdy tylko opowiadałam tą historię Omańczykom, każdy zawsze bardzo się zmartwiał, mówił, że mu bardzo przykro, że mnie coś takiego spotkało, że to straszne i – że miałam niesamowitego pecha. Cóż – bywa i tak.

Autor

Nazywam się Paulina. I robię zdjęcia. Dużo zdjęć. Jestem zakochana w Północy. Uwielbiam być w drodze, ale czasem też fajnie się zatrzymać. Nawet na dłużej. I poznać, choć trochę wnikliwiej. Lubię podróżować intensywnie, a jednocześnie bez pośpiechu.