MENU
Oman

Al Wusta Roadtrippin’

Południe Omanu to właściwie pustynia. Bezkres piasku. Z każdym kilometrem przestrzeń staje się coraz bardziej płaska i monotonna. Wydawałoby się, że nic tu nie ma. Jednak jak się okazuje, jest tu całkiem sporo pięknych, nierealnych i niesamowitych rzeczy.

Na południe Omanu chciałam jechać już od samego początku pobytu w tym kraju, ale jakoś przez długi czas nie było mi to dane. Bo to i daleko, i nie miałam z kim, i nie miałam kiedy. W końcu jednak się uparłam, napisałam do Alego, ustaliliśmy termin,  zrobiłam porządny research, zebraliśmy ekipę i od tego momentu już tylko wyczekiwałam tego tripu.

Sam fakt, że był to mój ostatni, pożegnalny trip w Omanie o czymś świadczy. Ponoć najlepsze zostawia się na koniec.

Ponieważ mieliśmy ograniczony czas — wszyscy mogliśmy jechać jedynie na weekend. Zatem maksymalnie mogliśmy poświęcić na ten wypad 2 i pół dnia, nie więcej. Wszystko musiało być skrzętnie zaplanowane, tym zajęłam się ja, biorąc pod uwagę wschody, zachody, kąt padania światła, jego barwę, co będziemy oglądać i fotografować, tak by w danym miejscu być o najkorzystniejszej dla niego porze.

*      *      *

Na południe Omanu prowadzą dwie drogi — 31, ta szybsza i 32, czyli Sinaw-Duqm Road. I tu też znika zagadka targu rybnego w Sinaw. Bowiem to pierwsze większe miasto, gdzie można sprzedać ryby z połowów z tej części Omanu, z regionu Al Wusta. Nawet po drodze można napotkać małe sklepy rybne i rybaków próbujących sprzedać swoje zdobycze.

Sharqiya Sands, Oman

Sharqiya Sands, Oman

Sharqiya Sands, Oman

Sharqiya Sands, Oman

Sharqiya Sands, Oman

Droga jest monotonna, prosta, dookoła jedynie wielka pustka. Prawdziwa pustynia.

To pustynia Sharqiya, jej częścią są piękne wydmy Wahiba Sands, a sama Sharqiya jest częścią tzw. Ar-Rab al-Chali, znanej bardziej jako Empty Quarter, czyli Pusty Kwartał w dosłownym tłumaczeniu z arabskiego. Jest to jedno z najbardziej suchych miejsc na świecie, w niektórych miejscach susze trwają tam nawet 10 lat. Rejon ten słynie z bogatych złóż ropy naftowej, ale wciąż nie jest do końca poznany. To właśnie tu, w granicach Omanu, znajduje się najwyższa piaszczysta wydma na świecie, Ramlat Jadilah mająca 306 metrów. Dowiedziano się o tym nie tak dawno, a niektórzy wciąż sądzą, że najwyższe wydmy znajdują się w Namibi.

Już wracając z naszego tripu minęliśmy opuszczony, zasypany piaskiem budynek. Zupełnie jak namibijski Kolmanskop. Przynajmniej tak sobie to wyobrażam. Tylko w Omanie jest bardziej surowo.

Pierwszym naszym przystankiem roadtripowym było Al Khaluf. Zajechaliśmy w nocy, nie wiedzieliśmy, gdzie dokładnie jechać. Z okazji nocy stwierdziliśmy, że rozbijamy namioty na plaży, a rano ruszamy na eksplorowanie okolicy.

SUGAR DUNES

Po pierwsze — aby dostać się na plażę w Al Khaluf autem trzeba mieć koniecznie 4×4, najlepiej lekko spuszczone powietrze z opon i polecam też mapę w Maps.me, aby wiedzieć dokładnie, gdzie skręcić na białe wydmy.

Al Khaluf, Oman

Al Khaluf, Oman

Al Khaluf, Oman

Na samym początku miniemy jaskinię.

A właściwie miejsce, gdzie jest mała pół-jaskinia przy plaży. Jednak teren ten jest ogrodzony i trzeba lekko się nagimnastykować by się tam dostać. Ja podziwiałam wszystko z klifu, dzięki temu dostrzegłam też pływającego w tutejszych wodach żółwia.

Zaraz za tym zaczyna się niesamowicie długa, dość ładna, ale też niestety nieco zaśmiecona — przynajmniej w początkowym fragmencie — plaża. W dalszych fragmentach tuż przy brzegu stacjonują sobie całkiem pokaźne kolonie ptactwa, dostrzec można  przede wszystkim krabożery (ang. crab-plover) oraz mewę przydymioną (ang. sooty gull). Rejon ten słynie też z flamingów.

Bardzo łatwo trafić tutaj również na wielbłądy. Te akurat w Omanie pasą się wszędzie.

Al Khaluf, Oman

Al Khaluf, Oman

Al Khaluf, Oman

Al Khaluf, Oman

Al Khaluf, Oman

Al Khaluf, Oman

Al Khaluf, Oman

Mewa przydymiona (ang. Sooty gull)

Al Khaluf, Oman

Al Khaluf, Oman

Al Khaluf, Oman

Bardzo łatwo trafić tutaj również na wielbłądy. Te akurat w Omanie pasą się wszędzie.

Plaża w pewnym momencie się kończy klifem. Nieco wcześniej znajduje się zjazd w głąb lądu, który omija klif. Jedzie się chwilę dość piaszczystą, offroadową drogą wśród piaskowych, obrośniętych nadmorskimi, wyschniętymi krzewami małych wzgórz. W pewnym momencie droga dobija ponownie do wybrzeża i naszym oczom nagle ukazują się Sugar Dunes. Efekt wow gwarantowany. Bialutkie jak cukier piaskowe wydmy, które uchodzą bialutką plażą do morza. Coś pięknego.

Potocznie mówi się na to Sugar Dunes, ale Omańczycy znają to miejsce przede wszystkim jako Ras Bintawt lub jako Ras Bantawt, tak jak to w Omanie bywa, każde miejsce ma kilka wersji nazw, ze względu na trudność zapisu języka arabskiego w alfabecie łacińskim, a wpływa na to również ilość lokalnych dialektów.

Od strony Duqm są nawet znaki drogowe kierujące na te cukrowe wydmy — choć właściwie słusznie by było rzec Salty Dunes, ponieważ nieopodal znajduje się fabryka soli, która pozyskuje sól z pobliskich solnisk.

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Zgadnijcie kto na dole robi mostek? Ja! Wiem – krzywo, ale dopracuje!

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Alex, widok na stronę Al Khaluf

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Od razu po wyjściu z auta usłyszałam jak Suleiman powiedział:

“This is a million dollar beach”

Tak. Zdecydowanie.

Wyszliśmy z aut ze szczękami w dole i od razu zaczęliśmy cieszyć się miejscem. To spacerować po plaży, to wspiąć się na wydmy. Bez okularów przeciwsłonecznych by się nie obeszło — piasek był tak jasny, tak mocno dawał po oczach, że nawet w okularach mrużyliśmy oczy. Obiektywy i aparaty odmawiały posłuszeństwa, ledwo wynajdywały ostrość, jakikolwiek punkt zawieszenia ostrości.

I może niektórzy pomyślą, że to w Łebie to podobne są wydmy. Nie. Nie są.

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Sugar Dunes, Ras Binawat, Oman

Chciałoby się cieszyć tym wszystkim dookoła, stać, tarzać się w piasku, skakać z wydmy albo pluskać w wodzie.

Ale już po chwili  przypominał sobie człowiek o temperaturze, pocąc się przy tym niemiłosiernie. Jasność piasku to jedno, ale to przede wszystkim upał dawał się we znaki, ledwo szło wytrzymać na tej patelni. Było powyżej 40 stopni — w kwietniu. Latem jest o jakieś 10 stopni więcej. Nie marzyliśmy o niczym innym jak o znalezieniu się w klimatyzowanym aucie. Zapakowaliśmy się. Pojechaliśmy dalej.

ORYX SANCTUARY

O tym miejscu mało wiedzieliśmy, mało informacji znaleźliśmy. Ja właściwie wiedziałam tylko, że coś takiego jest. I że jest pośrodku niczego. Na pustyni. Nigdzie nie mogłam znaleźć żadnego kontaktu, telefonu, nigdzie żadnego adresu mailowego — choć w Omanie i tak pewnie na e-mail by nie odpowiedzieli.

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Hani, nasz opiekun w Arabian Oryx Sanctuary

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Sułtan Kabus czuwa jak zawsze

Aby dostać się do Sanktuarium Oryksów trzeba najpierw popytać. A jak już popytamy, to wcale nie robi się łatwiej. W ogóle Omanie słabo — póki co — rozwinięta jest sieć informowania e-mailem lub za pośrednictwem internetu, za to fantastycznie działa poczta pantoflowa. To ona i informacje przekazywane tą drogą stanowią tutaj główne źródło rzetelnych informacji w wielu kwestiach.

Więc teraz przechodząc do konkretów — aby dostać się w ogóle na teren sanktuarium, a właściwie na obszar Rezerwatu Dzikiej Przyrody Al Wusta (ang. Al Wusta Wildlife Reserve), którego częścią jest też owe sanktuarium oryksów, potrzeba pisemnej zgody z Ministerstwa Środowiska (ang. Ministry of Environment and Climate Affairs), które należy załatwić w stolicy, Muskacie. O taką samą zgodę trzeba się ubiegać też w wypadku chęci wybrania się na choćby wyspy Demaniyat, gdzie też znajduje się rezerwat przyrody. Nie wiem jak z wyspami, ale w wypadku rezerwatu w Al Wusta bez zgody nawet nie wjedziemy na jego teren. Bowiem cały teren jest ogrodzony, a przy wjeździe znajduje się punkt kontrolny.

Załatwienie zgody nie jest ponoć trudne — choć ja osobiście jej nie załatwiałam, w moim wypadku zgodę dla całej grupy załatwili Ali i Ahmed. Ponoć niewymagane są żadne specjalne rzeczy, ani uprawnienia. Jedynie należy wziąć pod uwagę, że na takową zgodę trzeba czekać około jednego dnia.

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Niby po zdobyciu zgody jest prosto. Tak i nie.

Mała trudność się pojawia w momencie, kiedy mamy nagle na rozległej na prawie 200 km trasie Haima-Duqm trzeba znaleźć skręt. Dodajmy tylko, że dookoła są jedynie pustkowia, żadnych znaków szczególnych. Ale w pewnym momencie możemy dostrzec tablicę informującą o skręcie do rezerwatu. Dlatego nie należy się zniechęcać jazdą nawet kilkudziesięciu kilometrów, kiedy nic nie ma. Od momentu skrętu z głównej drogi mamy jeszcze do przejechania ponad 40 km offroadem. Dałoby radę przejechać normalnym autem, jednak zalecam auto 4WD.

Sanktuarium Oryksów jest — a właściwie był — tym ewenementem na liście UNESCO, który został z niej skreślony — jako pierwszy i jedyny do tej pory. Stało się tak z powodu ograniczenia terenu rezerwatu o znaczny obszar — wszystko z powodu poszukiwań ropy. Rezerwat nie został przywrócony na listę.

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Gazela piaskowa (ang. Rhim gazelle)

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

“It looks like a strange goat”

W sumie tak jest. Trochę dziwna koza, trochę gazela, trochę wół. Ma nieco ponad metr w kłębie i dwa niesamowicie pokaźne, około metrowe rogi, wyglądające jak szable. Oryks to zwierze, które należy do rodziny antylopowców i wyróżnia się jego cztery gatunki, z czego aż dwa — w tym oryks arabski (ang. arabian oryx), który zamieszkuje tereny sanktuarium Al Wusta — całkowicie wymarły na wolności. Ostatnia sztuka oryksa arabskiego na wolności wymarła w latach 70-tych. Ten gatunek wyróżnia się tym, że umaszczenie jest praktycznie w pełni białe, a jedynie na łbie można wyróżnić kilka czarnych plam, zaś na nogach podpalenia.

Jeśli chodzi o samo sanktuarium — potraktowano nas naprawdę pięknie, typowo po omańsku ugoszczono, kawą, herbatą, daktylami. Opiekował się nami Hani. Po herbacie i daktylku zostaliśmy zabrani przez niego na małe safari po rezerwacie. Poza oryksem arabskim znajdywały się tam również gazele arabskie (ang. arabian gazelle) — były przesłodkie i jakie skoczne! Widzieliśmy także stado gazeli piaskowej (ang. rhim gazelle), która jest narażona na wyginięcie. Jednak ewidentnie to oryks arabski jest tutaj królem, tym, dla którego się przyjeżdża taki kawał drogi.

W Omanie również w niektórych obozach na pustyni Wahiba Sands można dostrzec zagrody z oryksami. Al Wusta Wildlife Reserve nie jest jedynym miejscem, gdzie oryksa można zobaczyć, ale na pewno jedyne, gdzie występuje w takiej ilości i na tak olbrzymim terenie.

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Oryks arabski (ang. Arabian oryx)

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Arabian Oryx Sanctuary, Oman

Ogólnie z czystym sercem polecam wizytę w rezerwacie — jeśli tylko macie wystarczającą ilość czasu i chęci by załatwić zgodę oraz dojechać na miejsce, uważam, że naprawdę warto się tam wybrać. Szukając jakichkolwiek informacji o tym miejscu natrafiłam na kilka opinii na tripadvisorze, które mówiły, że to było jedno z najlepszych doświadczeń z Omanu. Myślę, że jak kogoś interesuje przyroda, zwierzęta i lubi atrakcje typu safari to jak najbardziej jest to atrakcja dla niego.

SAFE BEACH

Na koniec zostawiliśmy sobie plażowanie. Na koniec, na odpoczynek, odstresowanie. Do Ras Madrakah, które z pięknej plaży słynie zajechaliśmy późno, było ciemno, pora jak najbardziej niekorzystna na poszukiwania czegokolwiek.

Dzięki moim — ponoć super — zdolnościom nawigacyjnym i poszukiwawczym znalazłam nam plażę, Safe Beach. Oczywiście nazwa jest słaba tak bardzo, że nie umiem tego wyrazić, ponieważ jakiekolwiek wyszukiwania pokazują po prostu ogólnie bezpieczne plaże w rozumieniu turystów, czyli właściwie wszystkie, a nie tą akurat konkretną.

Jak więc ją znalazłam?

Jak znalazłam inne piękne miejsca, o których wcale nie tak łatwo się dowiedzieć?

Cóż, mam swoje sposoby. Przede wszystkim spędzam naprawdę dużo czasu na Google Earth, analizuję mapy i widzę po zdjęciu satelitarnym czy w danym miejscu może być coś ciekawego czy nie. Otwieram sobie też przy tym często opcję pokazywania zdjęć przypisanych do danej lokalizacji. Zdjęcia zazwyczaj są słabe, ale dają mi ogląd miejsca i wiem, czy warto tam jechać, czy niekoniecznie.

Choć nasze znalezisko to przypadek w dużej mierze. Bowiem doprowadziłam nas do wspomnianej Safe Beach. Na miejscu jednak okazało się, że jest tu masa rybaków, łodzi i innych obozowisk. My unikaliśmy tłumów i ludzi ogólnie, więc postanowiliśmy po prostu pojechać dalej jedną z przypadkowych offroadowych dróg. Dojechaliśmy tam po ciemku, ledwo było widać — ale było — plażę, która delikatnie wyłaniała się w małej, piaskowej dolinie, do której już nie odważyliśmy się zjeżdżać. Jednak nie spodziewaliśmy się, że plaża ta okaże się tak niesamowita.

Mieliśmy tutaj też niesamowity efekt. Rozłożyliśmy nasze maty, śpiwory — i te w mig stały się mokre. Autentycznie mokre, jakby ktoś je oblał wodą. Co się właśnie stało? Przecież nie ma deszczu! Oto zagadka do Was — co się właściwie stało? Skąd taka wilgoć w Omanie, gdzie powietrze jest tak suche, że wszystko schnie w ekspresowym tempie.

Tej nocy spałam w mokrym śpiworze i na mokrej macie. Nie zdarzyło mi się to w takim stopniu nawet na Islandii, gdzie deszcz nocą miałam codziennie przez 2 tygodnie. Omanie, skandal!

Ale serio.

Zapewne zaszło tu jakieś zjawisko atmosferyczne, jednakże nie wiem jakie. Zagadkowe było również to, że my pozostaliśmy suchutcy. Rzeczy z auta wyciągaliśmy w stanie suchym.

Dla kogoś, kto rozwiąże mi tą zagadkę przygotuję jakąś  — choć jeszcze nie wiem jaką — niespodziankę.

Plaże z turkusową wodą to jedne z niewielu miejsc, które wyglądają lepiej w pełnym, południowym świetle niż w jakimkolwiek innym. Jest to dla mnie trudna prawda, ponieważ możliwe, że kiedyś powiedziałam coś w stylu, że nie ma miejsca, które wygląda ładnie w południowym świetle. Więc — zmieniam zdanie — jest.

Latałam jak w amoku, poszłam sobie na mały trekking (oczywiście w klapkach, dlatego uczyniłam go dłuższym i bardziej ekstremalnym niż być powinien) po okolicy. Znajdowały się tam trzy ukryte zatoczki z bajecznie turkusową wodą, a także jedna, wielka z piaszczystą plażą, na którą był zjazd.

O tak. Była to dla auta droga ekstremalna właściwie.

I wyobraźcie sobie, że niektórzy nawet sobie nią zjeżdżali i wjeżdżali. Piaskowa droga pod nachyleniem około 20 stopni. Bez terenówki, niskiego ciśnienia w oponach, mocnego silnika i odpowiednich umiejętności — nie róbcie tego. Bo nie wyjedziecie.

My zauważyliśmy kilku śmiałków, ale większość z nich swoją akcję wjazdową zakończyła sukcesem dopiero za jakąś piątą, ósmą próbą podjazdu. Ktoś zapytał, co jeśli nie wjadą?

“Well, they will be trying until they will succeed. Even until the night.”

Tyle w temacie.

Ale wiem, że akurat Omańczycy kochają sand-bashing. Jest to dla nich wielką atrakcją i wyzwaniem. Praktycznie wszędzie, gdzie są piaskowe wydmy lub górki można dostrzec ślady opon. Wszędzie w Omanie znajdzie się miłośnik ekstremalnej piaskowej jazdy.

Jedni z plaży się ewakuowali akurat, kiedy my na nią zeszliśmy, inni na nią przyjechali, kiedy my akurat ją opuszczaliśmy, także mieliśmy szczęście. Ewidentnie było widać, że plaża jest mało znana, a jak już jest — to tylko lokalsom.

Nasz roadtripowy team, od lewej: Dominika, Alex, Ali, Mohamed, Ahmed i Suleiman

Na koniec muszę się Wam do czegoś przyznać. Wszyscy zbierali butelki plastikowe by nieco oczyścić plażę ze śmieci. A ja, niewdzięcznica, zamiast zbierać, poleciałam z aparatem fotografować jaszczurkę. Wydało się.

Nie obyło się też bez małego dramatu, kiedy to Dominice spadły klapki na piasku i oparzyła sobie stopy. I tak, to bardzo boli. Nie wiem jak mogłabym wytłumaczyć, jak bardzo nagrzany jest tutaj piasek w południe. Sama raz też doświadczyłam tego, miałam stopy centralnie oparzone.

Polecam na plażę czy na pustynię brać jedynie pełne obuwie — przynajmniej w tych gorących miesiącach, czyli od kwietnia do września włącznie, choć marzec i październik też mogą zaskoczyć. Klapki spadają i bardzo łatwo oparzyć sobie stopę. Bez żartów.

*      *      *

Kilka słów na koniec tego niesamowicie długiego wpisu, w którym pojawiło się ponad 100 zdjęć, a tego jeszcze nigdy tu nie było. Złamałam wszelkie zasady prawidłowego tworzenia postów, nie wiem czy ktokolwiek wytrwał, aż załaduje mu się tutaj wszystko.

Przede wszystkim, dziękuję tym, którzy wytrwali i też na bieżąco śledzą te omańskie posty. Ten przygniótł mnie z lekka ilością materiału do ogarnięcia, by powstał.

A jeśli chodzi o prowincję Al Wusta — gdyby ktoś chciał jeszcze nieco więcej — to obszar ten słynie także z meteorytów, terenów przygotowawczych na misję na Marsa dla NASA oraz słyszałam również o różowej lagunie, która znajduje się nieco na południe od Ras Madrakah. Jakby ktoś chciał sprawdzić, to lokalizację podaję TUTAJ. Nam niestety zabrakło już czasu, ale jakbym miała choćby o jeden dzień dłużej to na pewno bym i tam zajechała.

Jak już robić roadtrip — to porządny!

Ja się utwierdzam tylko w przekonaniu, że to mój ulubiony sposób na podróżowanie.

Autor

Nazywam się Paulina. I robię zdjęcia. Dużo zdjęć. Jestem zakochana w Północy. Uwielbiam być w drodze, ale czasem też fajnie się zatrzymać. Nawet na dłużej. I poznać, choć trochę wnikliwiej. Lubię podróżować intensywnie, a jednocześnie bez pośpiechu.