MENU
Lifestyle

2019, czyli Norweski

Styczeń już mocno za pasem, właściwie już koniec prawie. Dziś 23 stycznia, moje urodziny, ostatnie z serii 20-stych. Czas więc w końcu na podsumowanie. Podsumowanie roku, które zaczęłam już dawno, lecz dopiero teraz udało mi się spisać, wszystko to, co chcę by było spisane. Oto, jak 2019 rok rysował się na blogu, zdjęciach i dla mnie osobiście.

W 2019 roku podróżowałam mało.

Rok rozpoczęłam leniwie, w Polsce. Na tydzień, w styczniu, udało wyrwać się na Lofoty oraz Senję, tym samym spełnić jedno z największych podróżniczych marzeń i zobaczyć ten ikoniczny norweski archipelag. Nie spodziewałam się, że będzie to mój jeden z najlepszych wyjazdów w całym moim życiu. Piękno Północy mnie oczarowało, a ekipa, z którą w owej podróży byłam, była dla mnie najlepszą ekipą wyjazdową, jaką mogłam sobie wymarzyć. Wiedziałam, że na Północ wrócę. Wróciłam w listopadzie. I jeszcze z tej Północy nie powróciłam.

Powróciłam za to do Flåm, w lutym. Spędziłam tam kolejne miesiące, ponad pół roku. Piękny czas. Z końcem września spakowałam manatki wróciłam do Polski.

Hike na Bakkanosi, Nærøyfjord, Norwegia

Hike na Bakkanosi, Nærøyfjord, Norwegia

Ale tylko na chwilę. Niemal od razu wybrałam się na roadtrip camperem ze zwariowaną ekipą. I to w kolejną destynację, która marzeniem była od dawna, Dolomity. Przy okazji odwiedziłyśmy również Słowenię. A chwilę później zawitałam także do Wiednia, robiąc sobie ostatni, niespodziewany, citybreak przed wyjazdem na Północ, do Tromsø.

Tak w skrócie — podróżniczo — wyglądał ten rok. Jednak to właściwie nie podróże go zdominowały, choć to właśnie miłość do nich zdefiniowała.

Wiedeń, Austria

WIEDEŃ

Miasta to nie mój konik. Ale czasem zdarzy mi się do miasta się wybrać. Tego się nie spodziewałam, ale w 2019 roku wybrałam się do Wiednia. Wiele lat widniał na mojej liście europejskich stolic, które koniecznie chcę odwiedzić.

zobacz więcej…

Dolomity, Lago di Sorapis

DOLOMITY

O Dolomitach marzyłam od kiedy pamiętam. Po wielu latach marzeń, w końcu udało się przemienić je w plany, i tak w październiku, wraz z grupą świetnych dziewczyn, zawitałam we włoskich górach.

zobacz więcej…

Bakkanosi, Nærøyfjord, Norwegia

NORWEGIA

Większość czasu w tym roku spędziłam w Norwegii. Od lutego byłam we Flåm, w Sogn og Fjordane. Jeździłam po okolicy, udało odwiedzić się Sunnmøre Alps, Lofoty, Senję, rejon Åndalsnes, Jotunheimen, wyruszyć na kilka roadtripów. Późną jesienią przemieściłam się w arktyczne regiony, do Tromsø, gdzie obecnie przebywam.

zobacz więcej…

Bessegen

Ponownie, nie osiągnęłam w sumie niczego spektakularnego. Nie stawiałam sobie jednak żadnych wielkich postanowień w poprzedzającym roku. Moim celem było być więcej w naturze, więcej chodzić po górach, być w Norwegii, być zdrową i o zdrowie zadbać. Te wszystkie rzeczy udało mi się realizować całkiem dobrze.

Dla mnie rok 2019 był rokiem spokojnym, raczej takim, który zaliczyłabym do tych, które trwają po to, by cieszyć się chwilą. Starałam się nie wybiegać za dużo myślami w przyszłość, chciałam jak najbardziej skorzystać z tego, co faktycznie jest tu i teraz.

Trochę też przepadłam w Norwegii. Im dłużej tu przebywam, tym bardziej uświadamiam sobie, jak bardzo kocham tą przestrzeń, te krajobrazy i to powietrze. I nie wiem czy mogę zamienić tą rzeczywistość na inną? Chyba już nie.

6

KRAJÓW

Najdłużej zawitałam w Norwegii. Ale także odrobinkami skubnęłam Włochy, Austrię i Słowenię. Przelotem zaś byłam również na Słowacji i w Czechach. To rok, kiedy wyjątkowo mało podróżowałam na dalsze dystanse. Większość moich przygód było bardziej lokalnych. Nie odwiedziłam żadnego kraju, którym wcześniej nie byłam. Nie jest mi z tym jakoś źle. Czuję właściwie dużą radość, że nie przyczyniłam się aż tak do produkcji wielkiej ilości spalin.

309

DNI

Tyle dni spędziłam poza Polską. 10 miesięcy spędziłam w Norwegii, tydzień w Dolomitach i kilka dni w Austrii oraz Słowenii. Ciężko rzec o norweskich miesiącach, że były to dni spędzone w podróży, bo większość z nich jednak była przepracowana. Nie zabrakło jednak dni spędzonych na małym, lokalnym podróżowaniu, na cieszeniu się górami, fiordami i wszechobecną naturą.

7

MARZEŃ

Tyle pozycji z Listy Marzeń udało mi się spełnić. To o 2 marzenia więcej niż w 2018! W końcu wybrałam się w Dolomity i na Lofoty. Tym samym znalazłam się w Laponii, i to zimą właśnie. Tej arktycznej zimy, nocy polarnych doświadczam w pełni. Ponownie zobaczyłam zorzę polarną, i to nie raz. Zobaczyłam wieloryby i orki! Przeszłam Romsdalseggen, przejechałam Drogę Atlantycką. Jednak trzy razy tyle przybyło do Listy Zdarzeń! Kolejny rok mi pokazuje, że nie zawsze te marzenia, o których śnimy od dawna są najlepsze, i że to często właśnie rzeczy niezaplanowane, kiedy nie mamy oczekiwań, są dużo bardziej magiczne. To one są takimi cichymi marzeniami, nieme aż do momentu spełnienia.

29

POSTÓW

Pod tym względem nie świecę przykładem pracusia. I po raz pierwszy w historii istnienia tego bloga pojawił się miesiąc bez postów. I był to kwiecień. Hańba! Prawda jest taka, że Norwegia mnie pochłonęła. To, co to miejsce ma do zaoferowania, natura, ale także ludzie, których spotkałam, to wszystko razem sprawiło, że chwile spędzone na produktywnym pisaniu i przygotowywaniu postów skurczyły się do minimum. A też, czego sobie życzę, żeby nigdy pisanie postów nie stało się przykrym obowiązkiem, aby zawsze pozostało jedynie zrywem energii i chęci podzielenia się daną chwilą, miejscem i historiami.

Dolomity, Tre Cime

Ogólnie, mimo iż nie cisnęłam bloga, postów i wszelakich działalności wpływających na karierę, to uważam, że ten rok był jednym z najlepszych w moim i blogowym życiu. Naprawdę mogłam nacieszyć się tym, czym chciałam, Norwegią, naturą, zdjęciami. Nie goniłam za pieniędzmi, nie goniłam za nowymi nabytkami, nie goniłam za niczym właściwie. Starałam się ułożyć tak plany, by jak najdłużej i jak najlepiej móc spożytkować czas w Norwegii.

NAJPIĘKNIEJSZE MIEJSCA, KTÓRE ODWIEDZIŁAM W 2019 ROKU

Już w momencie, kiedy stwierdziłam, że zrobię taką listę, z najpiękniejszymi miejscami z 2019 roku to wiedziałam, że to będzie zadanie trudne. Wybrać coś, co jest najpiękniejsze z tego wszystkiego! Tyle pięknych rzeczy.

1. NÆRØYFJORD

W tym roku muszę przyznać, że totalnie, na nowo i bezgranicznie zakochałam się w Nærøfjordzie. W zeszłym roku uplasowałam go na 8 miejscu. Ale dopiero w tym roku powoli faktycznie zaczęłam eksplorować jego okolice, poznawać jego humory, oblicza. Spędziłam naprawdę wiele godzin patrząc się na ten fjord. Ale w tym roku było mi dane zajść zarówno na Bakkanosi, jak i Breiskrednosi. Pływałam po tym fiordzie kajakiem, łódką, nieskończoną ilość razy, tym raz w totalnie magicznych warunkach, mgle i świetle. Fiord ten rozkochał mnie w nim jeszcze mocniej. O ile ten fiord już od dawna mi się podobał, tak z czasem totalnie zawładnął kawałkiem mojego serca zupełnie na innym poziomie, i już wiem, że zawsze tam pozostanie. Spojrzenie na góry dookoła, na taflę wody, już zawsze dla mnie będzie niosło za sobą emocje, olbrzymie wzruszenie, podziw, niesamowity spokój i takie wszechogarniające ciepło.

2. SUNNMØRE ALPS

Piękno tego regionu absolutnie mnie oczarowało. Oczywiście do całego doświadczenia przyczynił się fakt, że spędziłam tam piękne, sielskie chwile. Samo Øye, w którym zatrzymałyśmy się pod namiotem, z widokiem na fiord, trekking na Saksę oraz dopłynięcie do Trandal, gdzie jest ta niesamowita huśtawka i cudowna knajpka, gdzie zjadłam swój najlepszy sos grzybowy. Było sielsko i przepięknie. I co najważniejsze, miałyśmy te miejsca niemal tylko dla siebie.

Huśtawka w Sunnmøre Alps

3. SENJA

Senja — jak to Ania z Marcinem opisali, Senna Wyspa. Jest to niebywałe, dzikie i mało odkryte jeszcze miejsce. Większość ludzi zmierza na Lofoty, albo oscyluje w okolicach Tromsø. A tutaj niedaleko, pomiędzy, ukrywa się taki skarb! Marzę by wrócić w te tereny również latem, poznać wszelkie szlaki jakie są tutaj dostępne. Wyspa ma nietuzinkowe wybrzeża, nie jest też zatłoczona przez turystów, co bardzo sobie cenię. Jednak przewiduję, że w niedalekiej przyszłości wyspa zyska wielką popularność. Głównie przez specyficzną górę, Segle.


4. LOFOTY

Ten archipelag był moim marzeniem przez lata. Było to jedno z moich pierwszych podróżniczych marzeń. Jednak zawsze myślałam, że mój pierwszy raz z Lofotami będzie w lecie. A tu taka niespodzianka! Zima, i to zima stulecia! Z takimi masami śniegu, że nikt nie pamięta kiedy ostatnio pejzaż archipelagu wyglądał tak magicznie, tak biało. Krajobrazy mnie totalnie oczarowały, właśnie w tej zimowej oprawie. Zdarzyła się też najbardziej magiczna rzecz dla mnie w tym roku. Pomyślałam sobie, że na urodziny chciałabym zobaczyć zorzę polarną. Ale taką przepiękną, taką, która sprawia, że chcesz wyć z zachwytu. I tak się stało! Idealnie, przybyła tuż przed północą, 23 stycznia i świeciła niesamowicie kolejne 2 noce.

5. BESSEGGEN

To jeden z tych szlaków, które chciałam przejść, ale nie jakoś bardzo. Jestem tak blisko, czemu nie? Czemu nie spróbować i zobaczyć te widoki na własne oczy? Trochę zniechęcały mnie opinie o tłumie turystów, że to zabija urok i tak dalej. Po pierwsze, szlak gwarantuje naprawdę piękne widoki niezależnie ile ludzi jest dookoła i choćby dlatego warto się na niego wybrać. Po drugie, jak już jesteś na szlaku, to właściwie już nic innego się nie liczy. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że wiele z momentów jest dość trudnych, szczególnie dla osób z lękiem wysokości. Ogólnie — w rzeczywistości — szlak i widoki dookoła na Besseggen przebiły moje oczekiwania, co do tego miejsca.

Besseggen

Besseggen i najsłynniejszy widok na szlaku

6. TRE CIME

Klasyka Dolomitów. Obraz niczym z Patagonii, ale podkarmiony włoskimi kluskami, jak to Nieśmigielska pisze. Zobaczenie tego widoku zajęło mi wiele lat, ale w końcu się udało. Co więcej, miałam możliwość zobaczenia go w różnych okolicznościach światła, chmur. Widoki zapierały dech w piersiach, a wszystko wydawało się jak na wyciągnięcie ręki.

Dolomity, Tre Cime

Dolomity, Tre Cime

7. FJÆRLAND

Miasto, miasteczko właściwie, Książek, jedno z niewielu na świecie. Lecz nie tylko. Tak sielskich krajobrazów, fiordów i lodowców w jednym ciężko uświadczyć. Fjærland ma w sobie spokój, taki przepiękny, sielski spokój. Jeśli jakkolwiek idyllicznie wyobrażacie sobie Norwegię, to prawdopodobnie wyobrażacie sobie właśnie to miasteczko i jego region. Epicka sielskość pcha się tutaj każdym możliwym zakamarkiem.

Fjærland, Norwegia

Fjærland, Norwegia

8. ROMSDALSEGGEN

Ten szlak dosłownie śnił mi się po nocach. Od momentu, kiedy dowiedziałam się o Ścianie Trolli, kiedy to żyłam sobie w Valldal wiedziałam, że koniecznie chcę znaleźć się również i tam, na Romsdalseggen. Hike był cudowny, chyba jeden z trudniejszych i bardziej męczących jakie dotychczas zrobiłam. Widok na Åndalsnes i doliny po prostu niósł mnie przez granie. Naprawdę cudowność.

9. REJON MYRDAL

Ta pozycja dostaje małe fory. W tym roku miałam okazję poznawać okolice Myrdal w wielu odsłonach. Rok temu zrobiłam zaledwie Rallarvegen i jeden maleńki szlak. W tym roku poza kilkoma pobytami na słynnej trasie rowerowej byłam także na szlaku na Kaldavasshyttę, w wersji letniej, ale zarówno zimowej! Oprócz tego udało się wybrać na jeszcze jeden hike w okolicy, zaczynając w Reinunga. Pamiętam, jak Myrdal wydawało mi się totalnie nieosiągalne, nudne, że nic tam nie ma. Szlaki nie prowadziły na jakieś szczyty z niesamowitymi widokami, rejon wydawał się dość dziki, nieosiągalny. A tu proszę, jeśli tylko znajdziesz w sobie chęć eksplorowania, znajdziesz tam prawdziwe skarby.

Hike w Reinunga

Fot. Marcin Mieszczak

10. KVALØYA

Tą pozycję przekazuje wschodzącej gwieździe. Myślę, że z tym miejscem będzie tak jak z Myrdal i Nærøyfjordem. Z początku ciężko uznać to za najpiękniejsze miejsce, jakie się widziało. Ale powoli, z czasem, z większym zapoznaniem się z danym miejscem, coraz bardziej i szybciej serduszko zaczyna bić. Wiem, że będę wracać na wyspę, a i żeby poznać okolice Tromsø, najlepiej wybrać się właśnie tam. Już teraz widzę, że ta wyspa, Wielorybia Wyspa, tuż koło Tromsø to skarbnica najpiękniejszych krajobrazów w okolicy. Zarówno Grøtfjord, jak i Sommarøy, a także Kattfjordeidet czy Ersfjord to naprawdę piękne okolice, piękne góry, fiordy, doliny oferujące naprawdę najzacniejsze widoki w okolicy Tromsø. Kiedyś przypływały tu wieloryby, woda w fiordzie aż bulgotała, stąd też nazwa, kval to wieloryb, øya, wyspa.

Romsdalseggen, Norwegia

Norwegia w swoim pięknie zmiotła mnie z nóg w tym roku. Myślę, że nawet Dolomity nie są w stanie dla mnie jej przebić, nawet biorąc pod uwagę fakt, że uznaję Dolomity za najbardziej fotogeniczne góry. Ilość przecudownych miejsc w tym skandynawskim kraju jest nieskończona, a ja zakochuje się w tych krajobrazach i naturze z każdym dniem coraz bardziej. Myślę, że dla mnie Norwegia będzie już zawsze najpiękniejszym krajem na świecie.

Nowy sprzęt!

Ten rok był też wyjątkowy pod względem sprzętowym. W pewnym momencie stwierdziłam, że potrzebuję małej zmiany. Coś z czym nosiłam się już od dłuższego czasu, ale nigdy nie starczyło mi odwagi, trochę poświęcenia, trochę wysiłku. By zmienić sprzęt fotograficzny. Przez wiele lat używałam systemu Canon. Właściwie od kiedy zaczęłam moją przygodę z fotografią zawsze Canon był ze mną. Czyli ponad 10 lat byłam wierna tej marce. Kupa czasu!

Czasy jednak się zmieniają, dobijał mnie fakt, że wszystko jest takie ciężkie, niekompaktowe, że Canon nie robi postępu względem filmowania, którym swego czasu bardzo byłam oddana. Oferował dużo niższe jakości filmowania nawet w najnowszych modelach niż inne marki. No i też należy wspomnieć, że teraz jednak zaczęła się era bezlusterkowców.

Sakrisøya

Zmieniłam z Canona, na Sony. Czuję, że zmiana sprzętu to jedna z lepszych decyzji tego roku, jeden z lepszych kroków fotograficznych jakie podjęłam. Z nowym sprzętem wciąż się poznaję, jest bowiem bardziej zaawansowany w obyciu niż prosty i ergonomiczny Canon. Jakość zdjęć z Sony jest jednak PRZE-zdumiewająca. Już dawno porzuciłam nadzieje o nieskazitelnym autofocusie. Sony może aż taki nieskazitelny nie jest, jednak bardzo blisko mu do ideału, autofocus tutaj jest po prostu bajką.

O sprzęcie niebawem więcej, w osobnym wpisie.

A co dokładnie na blogu?

O ile myślałam, że 2018 na blogu był monotematyczny, tak 2019 chyba pobił poprzednika mocno. Posty pojawiające się na blogu dotyczyły właściwie tylko Norwegii. Owszem, ukazało się trochę Dolomitów, odrobinę zaległości z Kanady oraz szybki opis Wiednia. Ale ogólnie stało się bardzo monotematycznie.

Było też mniej systematycznie, nie aż tak regularnie jak wcześniej. Jednak to, co zawsze sobie ceniłam i będę cenić to fakt, że przede wszystkim doświadczenia, te moje. I to one absorbują mój czas. Inaczej też czułabym się nie-autentycznie pisząc o tym wszystkim. Jak mogłabym pisać o niesamowitości natury w Norwegii doświadczając jej jedynie strzępkami?

Wybrałam schadzki z górami.

Najchętniej czytanymi w tym roku postami były — wciąż — te fotograficzne, o sprzęcie szczególnie, dalej popularność biją posty poradnikowe związane z Omanem. Ale również Norwegia, szczególnie ta zimowa, o fiordach zimą, o Lofotach i o zorzy polarnej również zaczęła się przebijać. Kanada też gdzieś tam miga w tle.

LEPSZE STATYSTYKI

Moja mozolna praca nad SEO w końcu powoli zaczyna owocować. Nie jestem jeszcze mistrzem w pisaniu idealnych treści internetowych, zawsze wtrącę jakieś dziwne słówka, które sprawiają, że Google nie wynajduje mnie jako mistrza słów kluczowych. Bo po co używać normalne słowa skoro można wybrać jakieś finezyjne?

INSTAGRAMOWY SZAŁ

W tym roku przyznaję, że oddałam się mocniej Instagramowi niż czemukolwiek innemu. Odpowiedź jest prosta: zdjęcia zawsze były moim motorem, siłą napędową, pasją i dosłownie miłością. Kocham fotografię. I oddałam się promocji właśnie tego, co kocham. I co szczerze, wychodzi mi najlepiej.

NADRABIANIE

Miałam nadrabiać, ale pojawiło się tylko jeszcze więcej materiałów. W szczególności o Norwegii. Teraz dosłownie pływam w zdjęciach z tego skandynawskiego kraju. I nie że po jednej serii z jednego miejsca. Oj nie. Mam zdjęcia z zimy, wiosny, lata, jesieni. Z dni pochmurnych, słonecznych, deszczowych, magicznych i tych szarych. Mam wszystko, a i tak czuję, że wciąż mam nic.

Snow Road, Aurlandsfjellet

JAKIE CELE NA PRZYSZŁOŚĆ?

Nie żebym miała jakieś specyficzne cele na ten rok. To raczej cele ogólne, takie własne, bez presji. Nie będę się katować jeśli mi nie wyjdzie. Będę jednak bardzo szczęśliwa, jeśli uda mi się je popchnąć, tchnąć w nie życie.

NARTY!

Raz w życiu spróbowałam — i na tym się skończyło. Jako tako nie mam celów bardzo skrupulatnych, jednakże bardzo, ale to bardzo chciałabym nauczyć się czegoś nowego. Ogólnie chciałabym robić więcej aktywnych rzeczy. Marzy mi się dalsze próbowanie wspinaczki, ale takiej bardziej pod graniówkę. Chciałabym nauczyć się wspinu na lodzie. Jazdy na nartach. Kitesurfingu. Chciałabym też podziałać coś z gimnastyką. Pływać kajakiem ile się da i poprawić swoje mierne ruchy. Więcej jeździć na rowerze. Wrócić do jazdy konnej. Marzą mi się nowe sporty — i sporty ogólnie.

ZAŁOŻYĆ FIRMĘ

Chcę założyć własną działalność gospodarczą. Ja i tylko ja. I tak jestem już jak firma. Tak troszeczkę. Nie chcę jednak zakładać tej firmy w Polsce. Chcę to zrobić w Norwegii. Myślałam o tym już od dłuższego czasu i myślę, że to jest coś, co w sumie powinnam zrobić już dawno temu. Ale nawet teraz — nie chcę tego poganiać. Wiem, że obecnie się na tym nie skupię. Wiem też, że nie chcę z firmy robić jedynego źródła dochodu.

WYĆWICZYĆ SIĘ!

Chcę w końcu opanować ten niesamowity motyw jakim są regularne ćwiczenia. Rutyna. Chcę być silna i gibka. Chcę poprawić kondycję, tak by moje ciało mogło więcej. Więcej gór, więcej sportów, wszystkiego więcej. Coś czego nie doceniałam wcześniej i trochę spychałam na dalszy plan okazuje się, że jest jedną z najważniejszych rzeczy jakie można dla siebie zrobić.

SKUPIĆ SIĘ NA SOBIE

Skupić się na sobie, na polubieniu, pokochaniu siebie. Zadbaniu o siebie, o swoje zdrowie, fizyczne i mentalne. Zadbanie o swoje szczęście i to by cokolwiek się nie robiło, aby zawsze było zgodne ze mną. Myślę, że jestem na dobrej drodze ku temu wszystkiemu. Zmęczył mnie wszechobecny bullshit dotyczący niemal wszystkiego. Zmęczyło mnie podejście wielu ludzi. Szkoda, że takiego nastawienia nie ma się wcześniej w życiu, że to przychodzi dopiero z wiekiem i jakimiś tam doświadczeniami.

OSZCZĘDZIĆ

Pierwszy raz stawiam sobie taki cel. Zawsze zarobki i oszczędzanie to były dla mnie najmniej ważne kwestie. Nie lubię gromadzić pieniędzy, widzę to jako upokarzające moralnie dla człowieka. Zrobiliśmy z tego normalność. Że gromadzenie pieniędzy jest mądre, jest usprawiedliwione. Tylko głupcy nie robią oszczędności i nie pomnażają majątku. Dla mnie to zawsze była jedynie wielka frustracja, te całe pieniądze. Wszystko dookoła kawałków papieru i metalu. Bezwartościowego właściwie. Nadaliśmy im wartość większą niż myślimy. Ale cóż, bez tego się nie da. “Wlazłszy między wrony, trzeba krakać jak one”. Chcesz się realizować? Musisz mieć pieniądze. Dużo. Dlatego w tym roku włączam opcję na oszczędzanie.

MNIEJ KONSUMOWAĆ

Zaczęłam już wcześniej, ale chcę jeszcze bardziej w tym duchu żyć. Bo i lepiej dla ducha, dla innych, dla planety. Ograniczyć plastik, kupowanie badziewia i rzeczy niepotrzebnych, rzeczy niepraktycznych i takich, które są kiepskiej jakości lub produkowane po kosztach. Ogólnie tak, cały ten ruch eko mnie rusza mocno. Rusza mnie wyzysk taniej siły roboczej, rusza mnie wypalanie lasów deszczowych, wielkie komercyjne fermy zwierząt na ubój. Wiem, że nie przeskoczę tego od razu, i nie wszystkiego. Nie zamierzam się katować, ale tyle ile mogę — idę w to.

SPOJLERY NA 2020

Początek roku spędzam w Norwegii (toż to niespodzianka, hah), dalej w regionach arktycznych, w Tromsø.

Ze śmiesznotek, pierwsza rzecz, jaką zrobiłam w 2020 roku, tak po przebudzeniu to poszłam z psem na spacer, totalnie zaspana. I myślałam, że kupa mu się przykleiła do futra między nogami. Sięgnęłam więc po papier i chciałam to coś pochwycić. Okazało się, że to psie jajka. Pierwsza rzecz 2020 to łapanie biednego psa za jądra. Był niezwykle zdziwiony.

W marcu wracam do mojego kochanego Flåm. Znowu. Bo tęsknię. Do miejsca, do ludzi. To taka moja bańka szczęścia.

I trochę tak wychodzi, że w tej Norwegii tak jakby zostaję. Choć wciąż migruję między regionami zależnie od sezonu. Ale niezmiennie, Norwegia w serduszku.

Ponoć coś powiedziane raz, nie może zostać od-powiedziane. I ponoć to daje też niezłego kopa mobilizacji (albo frustracji, że nie wychodzi?). Więc dam mały spojler. Piszę. Piszę książkę. Bum, i teraz nie mogę się już wycofać. Prawda jest taka, że poniekąd już coś tam więcej wyszło z tego, także trzymajcie kciuki. Choć zawsze dopuszczam opcję, że napiszę jakiegoś kaszalota, który będzie tak bardzo nie do czytania, że na tym się skończy.

W 2020 roku już udało mi się odwiedzić kraj, w którym jeszcze nie byłam, Finlandię. I prawdopodobnie odwiedzę jeszcze jeden kraj, w którym jeszcze mnie nie było! Ale to dopiero latem i to przy okazji fajnego projektu.

Kilka asów w rękawie pozostawię na później! A jeszcze przecież nie wszystko wiadome! Tyle niespodzianek czeka. Cały nowy rok. Pełen niewiadomych. Czuję, że dla mnie będzie pełen pracy. Ale takiej, która zaowocuje pięknie. Trzymam za siebie kciuki. Wy za siebie też trzymajcie.

Bøyabreen, Norwegia

ROK NORWESKI

Wedle tradycji każdemu mijającemu roku nadaję nazwę. I tak jak wcześniej, 2017 był Zaskakujący, 2016 był Rokiem Zero, 2018 Rokiem Turkusowej Wody. 2019 rok był Norweskim. I to bardzo.

Tym razem nazwa jest oczywista, nasuwa się od razu. Norwegia totalnie mnie opanowała w tym roku — ja Norwegii jeszcze nie, jeszcze, bo pracuje nad tym by to się zmieniło.

Norwa foreva!

Bakkanosi, Nærøyfjord, Norwegia
Autor

Nazywam się Paulina. I robię zdjęcia. Dużo zdjęć. Jestem zakochana w Północy. Uwielbiam być w drodze, ale czasem też fajnie się zatrzymać. Nawet na dłużej. I poznać, choć trochę wnikliwiej. Lubię podróżować intensywnie, a jednocześnie bez pośpiechu.